Chaos wielkiego powrotu

                Ojć, łatwo nie było 😊 Po miesiącach siedzenia przed ekranem, buch, znowu w wir, ała! Okopałam się, wypracowałam narzędzia, nawet popadłam w lekką rutynę (ale walczyłam z nią, żeby nie było), przywykłam do regularnych pierwszych i drugich śniadanek oraz, o zgrozo, ciepłej kawy. Domowe żyjątka, wliczając syna, miały matkę 24 godziny na dobę, kurierzy nie poszukiwali mnie po szkołach, a fachowcy w spowolnionym tempie, pod moim czujnym okiem podnosili standardy mieszkaniowe… I kiedy nieśmiało wykluwało się przeświadczenie, może nawet pewność, że ogarniam rzeczywistość, brutalnie i bezwzględnie, nie pytając mnie o zdanie, przerwano zdalne! Po amoku szkoły hybrydowej (tu oszczędzę sobie wspominek, staram się nie pamiętać o tych bardzo szczególnych dwóch tygodniach) zaczął się WIELKI POWRÓT. Z cichym żalem pogłaskałam  na pożegnanie ulubione dresiki i polarki, obiecując, że nigdy im nie zapomnę, jak mnie wspierały, wygrzebałam ze spiżarni śniadaniówki i termosy, pochlipałam nad piekarnikiem od ciepłych grzanek na drugie śniadanko i WRÓCIŁAM. I dzięki, o dobry świecie, za dzieciaki w szkole! Tylko dzięki nim przeżyłam, choć ledwo. Ale nie bez wpadek, o nie, z których brak paliwa (bez niego samochód złośliwie nie odpalił, dlaczegooooo), wyjście z domu w klapkach, wypuszczenie syna do szkoły bez śniadania, nieumyślna kradzież szkolnej ładowarki do kompa, czarna rozpacz przy konieczności wklepania jakiegoś dziwnego hasła do szkolnych sprzętów wcale nie były tak spektakularne wierzcie mi. I jak żyć, jak żyć w tej nowej – starej rzeczywistości belferskiej??? Otóż…

Po pierwsze, wybaczyłam sobie. Bo mam prawo do braku perfekcji i do okresu przejściowego. Tak jak dzieciaki, jestem też ważna dla szkoły i już!

Po drugie, pomalutku, sztuka po sztuce przeanalizowałam, co ze sobą zabrać ze zdalnego, jak wykorzystać to, czego się nauczyliśmy z dziećmi, a co i jak przełożyć na pracę w sali.

A zabieram:

– umieszczanie materiałów do lekcji na OneNote (dla nieobecnych, dla zapominalskich, na wieki wieków),

– spotkania i konsultacje indywidualne na Teams (kiedy chcę, bez jeżdżenia, w komforcie dla obu stron, dla rodziców, dzieci i dla mnie),

– prace  projektowe z wykorzystaniem różnorakich narzędzi TIK, wspólną pracą uczniów na jednej prezentacji, z generatorami, a nawet Minecraft i The Sims, a co tam, jak szaleć, to szaleć 😊

Co przekładam na salę? Tu się trochę zatrzymam, bo będzie o myśleniu krytycznym 😊 W środku pandemii rozpoczęła się moja nim fascynacja i co ważne w tej sprawie, z rutynami myślenia krytycznego pracowaliśmy do tej pory tylko zdalnie. A pięknie już nam to wychodziło! Jamboard, obszary współpracy w OneNote, pokoje Teams, no po prostu śmigało aż miło! I co teraz? Być może dla innych, doświadczonych trenerów, którzy pracowali już wcześniej stacjonarnie, to prościzna i banał, ale pokażę, jak sobie z tym poradziłam, bo cieszę się niczym niemowlę, że wychodzi i to lepiej niż na zdalnym!

Przede wszystkim wydrukowałam sobie opis rutyn i noszę ze sobą tę ściągę – w razie pomroczności ciemnej zawsze mogę tam zajrzeć. Następnie zalaminowałam nazwy rutyn i przywróciłam życie sklerotkom – nieśmiertelnym samoprzylepnym karteczkom (kiedyś już pisałam, jak bardzo je kocham).

Jak poszło i dlaczego lepiej niż na zdalnym? Odpowiadam – znakomicie! A lepiej, bo:

– idzie o wiele szybciej, w końcu rutyna trwa tyle, ile powinna – kilka minut,

– podsumowanie nie wiąże się z przeskakiwaniem z Jama na Jama etc., mamy wszystko razem i od razu (załączam zdjęcia),

– WIDZIMY siebie, więc emocje, ekspresja, zaangażowanie w problem są nieporównywalnie głębsze, pojawiło się w końcu prawdziwe pole i możliwość do naturalnej, wartkiej dyskusji, bez podnoszenia łapek, włączania i wyciszania mikrofonów itd. I to jest według mnie najważniejsze, wręcz porywające, nie do przełożenia na łącza internetowe.

Tak więc, kochane dresiki, polarki, ciepłe grzanki i kawusie, żegnam się z wami teraz dopiero prawdziwie i wybaczcie, ale już bez żalu. Wygrał z wami żywy człowiek, relacje i autentyczna rozmowa.

Belferka Zosia

Impuls OK

                 Piszę na gorąco po wymianie myśli z fajsbukową znajomą. Gdzieś obie trafiłyśmy na webinar CEO o OK zeszycie https://www.facebook.com/fundacjaCEO/videos/310037160688970 , nie mogła go znaleźć, szukała ratunku i pogawędziłyśmy. Finałem rozmowy było stwierdzenie Eweliny, raczkującej „w temacie”, ale bardzo chętnej do jego pogłębienia, że wszędzie się mówi o OK zeszycie, ale mało się go pokazuje. I wiecie, że miała rację? Odstawiłam przygotowanie zajęć na jutro (i inne takie tam NIESŁYCHANIE WAŻNE ORAZ TERMINOWE prace jak sprawdzanie rozprawek) i zaczęłam przeglądać grupy, posty oraz wpisy, węsząc za zdjęciami przykładowych okejowych zeszytów. I mało! Baaardzo. W zalewie zdjęć niewątpliwie chlubnych praktyk ukierunkowanych na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc., OK zeszyt przycupnął bardzo niszowo. Nie jestem bez winy. W szale ekscytacji nowymi aktywnościami dzieciaków na zdalnym publikowałam przykłady wykorzystania tryliona aplikacji, zapominając, że to, co uczniowie dziergają codziennie w OK zeszytach jest faktycznie świetnym przykładem na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc. I każdy, kto spróbował tego narzędzia, potwierdzi, że tak właśnie jest.

Ale przypomniałam sobie też lata swojej przydługiej, nudnawej egzystencji w szkołach różnorakich, kiedy to spędzałam godziny (przeliczane w finale na wieki) na dość bezmyślnym przepisywaniu notatek z tablicy, z podręczników lub pisaniu ich pod dyktando mentorskiego tonu moich nauczycieli. Tak było, jest i będzie, myślałam wtedy. Myślałam tak też, rozpoczynając pracę w szkole. Zawsze jednak, zawsze, uwierzcie, gdzieś głęboko czułam bezsens takich notatek. Najbardziej pamiętam tę jedyną, pozostającą się poza schamatami, którą skwitowała polonistka stwierdzeniem, że to bazgrolenie, głupawe rysunki i strzałki świadczą o mojej niechlujności i niestaranności 😊 (o ironio losu, a w domu mówią o mnie Monika Geller-Monk). I że mam to usunąć, poprawić, napisać tak ładnie jak wszyscy. Moja skandaliczna twórczość dotyczyła epoki romantyzmu, którą pokochałam całym swoim nastoletnim wtedy sercem i popłynęłam, wiedziona podstępnie tą miłością oraz oszukana wpajaną mi przez rodziców samodzielnością. A potem, tak ociosana, wkroczyłam w schematyczny świat belferski. Długo tam tkwiłam. Zbyt i za, ale uwierało mnie ciągle. Aż w końcu, dzięki mądrzejszym i odważniejszym ode mnie belfrom, choć (o dziwo) niekiedy młodszym, zaczęłam odkrywać szerokie wody oceniania kształtującego. I tak dochodzimy do OK zeszytu. Nigdy już – trzy palce na sercu i tfu, na psa urok – nie wrócę do zeszytów, które już, parafazując słowa okejowego guru, Danuty Sterny (możesz Danusi posłuchać tu), po prostu dla mnie umarły i nie zmartwychwstaną 😊

Gdzieś tam po drodze przeszłam roczny kurs OK zeszytu (CEO – polecam, zachwyt pełny) i wiele doświadczeń za mną, ale przede mną, na szczęście, też. Mogę jednak podzielić się paroma odkryciami z początkującymi. Nie będzie to żadne wow, którego nie doświadczycie na przykład na kursie, a raczej świadectwo, że jest tak NAPRAWDĘ, bo to przerobiłam.

  1. To będzie raczej szok, więc nie zmuszać.

Kiedy dostaniecie w swoje górne odnóża ociosanego ucznia, dozna szoku, że nie otrzyma notatki – gotowca. Dajcie mu wolność wyboru – własne czy narzucone notatki? Na pewno znajdą się tacy, którzy początkowo będą chcieli „na leniwca” 😊. Mogę jednak Was zapewnić (po kilku latach praktyki), że szybko pozazdroszczą tym, co to mogą po swojemu.

  1. Najpierw rodzice – pozyskać, nie lekceważyć.

No przecież wiecie, że bez wsparcia rodziców będzie ciężej, a bywa, że nie do udźwignięcia. Poświęć się i spotkaj z najważniejszymi dla Twojego ucznia osobami, zanim wprowadzisz OK zeszyt, przekonaj ich. Przed spotkaniem napisz do nich list, na przykład taki: List. Na spotkaniu pokaż prezentację, znajdziesz ją u mnie w zakładce OK dokumenty . Wysłuchaj ich wątpliwości, zapewnij, że to nie przymus, tylko wybór.

  1. Pokaż uczniom możliwości, przykłady.

Oczywiście nie będą potrafili sami, tak od razu, stworzyć notatki wizualnej czy po prostu swojej. Pomóż, pokaż fajne przykłady. Zaznacz, że to tylko inspiracje, że mogą po swojemu. Mnóstwo notatek wizualnych znajdziesz w zakładce Myślenie wizualne.

  1. Wszystkie punkty powyżej to wielkie uproszczenie. Pamiętaj, że OK zeszyt to narzędzie oceniania kształtującego. Więcej dowiesz się, śledząc dobre praktyki albo po prostu na kursie CEO (jako i ja uczyniłam).

Załączam do wpisu zdjęcia zeszytów. Bo przecież jest ich w sieci za mało – popatrzcie na te notatki, zatrzymajcie się i zachwyćcie 😊Na swoim profilu fajsbukowym rozpoczynam też wyzwanie dla wszystkich okejowiczowych belfrów 😊 Gdzieś wśród zdjęć znajdziecie mój OK zeszyt i metodę zielonego długopisu, tak w ramach urozmaicenia 😊

Dziękuję za doczytanie do końca, jesteś naprawdę OK!

Życzę nam życzliwości

Życzę nam życzliwości

Bywa, że godziny wychowawcze są traktowane po macoszemu. Naprawdę. Podejrzewam, że Ty, czytelniku, jesteś nauczycielem KTÓREMU ZALEŻY, wchodzisz na blogi edukacyjne, śledzisz praktyki innych, KTÓRYM ZALEŻY, więc może nawet nie wiesz, jak drętwe i nijakie potrafią być te 45 minut. A potrafią, wierz mi. Matka recydywistka oraz stara belferka to pisze. Uwierz, że są wychowawcy, którzy cieszą się, kiedy przepadnie im to z założenia intymne (tak właśnie, nie pomyliłam się, to jest właściwe słowo) spotkanie z klasą, zachwyceni są „filharmonią”, szkolnym apelem czy też po prostu zbliżającym się końcem półrocza, bo wtedy – ha! – można porozliczać dusze z ich potknięć. No ja też, niestety, bywałam takim wychowawcą (w tym momencie biję się w piersi i „moja wina, moja wielka wina” powtarzam), ale… to było kiedyś i bardzo tego żałuję. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z zawodem, wcale, ale to wcale nie wiedziałam, co to znaczy być nauczycielem. Nie, nie nauczyli tego na studiach, kursach ani podyplomówkach. Według mnie, mimo trylionów kierunków kształcących pedagogów, nadal nie uczą. Tego akurat musi nauczyciel nauczyć się sam. I ma duże szanse, pod warunkiem, że należy do tych, KTÓRYM SIĘ CHCE.

Godzina wychowawcza to jedyna, szczególna i niepowtarzalna okazja, żeby dołączyć do tych, KTÓRYM SIĘ CHCE. I wymaga wysiłku, no cóż. Niejednokrotnie większego niż przygotowanie lekcji przedmiotowej. Na przedmiocie ostatecznie, jeśli nie da rady inaczej, otworzą duszyczki podręczniki czy tam ćwiczenia i będą coś dziergać za twoim przyzwoleniem. Na godzinie wychowawczej się tak nie da. I całe szczęście. Całe szczęście, że musisz się do niej naprawdę przygotować. Przemyśleć, o czym chcesz rozmawiać z duszami. Czego się o nich i od nich dowiedzieć. W czym im pomóc – bo przecież od tego jesteś, wiesz przecież o tym. I bywa, że trzeba przydepnąć ciężkim butem tzw. „program wychowawczo-profilaktyczny” albo „tematykę godzin wychowawczych”, bo tu i teraz widzisz problem, którego nie można zamieść pod dywan, który nie może poczekać, aż będzie po filharmonii. Wtedy najwyżej napisz cośtamcośtam wymagane przez plan w dzienniku i rób swoje!

Scenariuszy godzin wychowawczych jest tysiące, łatwo znajdziesz je sieci, trochę trudniej w książkach i możesz, rzecz jasna, skopiować ten czy inny schemat. Wtedy może nawet lekcja wyjdzie. Przez przypadek. Oczywiście, też tak robiłam.  Przeszłam wszystkie fazy/etapy wtajemniczenia wychowawcy. Na mojej drodze znalazłam wspaniałe na oko projekty i programy, które wychodzily lepiej lub gorzej. Zawsze jednak były to scenariusze „zafiksowane” – tak je nazywam – bo zakładały, że duszyczka postąpi tak, a nie inaczej (w różnych wariantach). A co, jeśli postawić na żywioł? Na strumień świadomości dzieciaków, który może okazać się dla ciebie kopalnią wiedzy o młodym człowieku? Który wskaże tobie i duszyczkom, czego tak naprawdę potrzebujecie, czego nie wiecie, a co koniecznie trzeba załatwić? Otóż, jest taka możliwość, została przeze mnie odkryta całkiem niedawno i pozostaję w zachwycie, bo zastosowałam, przeżyłam, przerobiłam już w momencie powstawania tego postu parę ładnych razy.

Czas na konkret, wiem. Taką możliwość stwarza myślenie krytyczne. Nie opiszę wszystkich lekcji, to oczywiste. Podam jeden, konkretny przykład lekcji wychowawczej w klasie czwartej z zastosowaniem rutyn myślenia krytycznego. Wówczas przeżyłam wielkie wow, choć po cudownej klasie ósmej, z którą się nie tak dawno pożegnałam, nie spodziewałam się tak szybkiego zachwycenia. Nie przypuszczałam, że „maluchy” mogą też mnie tak poruszyć, wydawało mi się do tej pory, że lepiej dogaduję się ze starszakami. A tu okazało się, że dzięki myśleniu krytycznemu mogę zastosować narzędzia, które są niezastąpione w realizacji godzin wychowawczych i nie tylko poprowadzą nas przez lekcję, ale też pozwolą mi otworzyć się na moją klasę czwartą. Nawet bardziej niż narzędzia OK, których jestem fanką i które wykorzystuję na każdej lekcji przedmiotowej. Jednak na godzinie wychowawczej nie chcę podawać na przykład celu i kryteriów sukcesu, jakoś to formalizuje spotkanie z dziećmi, a zależy mi na tym, żeby było swobodnie, ciepło, „domowo” i otwierająco.

Lekcja wychowawcza – klasa 4 – „Życzmy sobie życzliwości”

Kształtowane postawy:

– rozpoznajesz swoje i innych emocje (potrzeby),

– potrafisz przetwarzać informacje,

– myślisz o konsekwencjach,

– potrafisz rozwiązywać problemy.

Wartością, o której rozmawialiśmy w czasie zajęć, była życzliwość

  1. Na początku zastosowałam rutynę Most 1., hasło: „życzliwość” (praca w pokojach na Teams, rezultaty dzieci wpisywały w obszarze współpracy w OneNote, przykładowe zdjęcia poniżej – ponieważ są to oryginalne wpisy dzieci, znajdziecie tam błędy. Kolejne rutyny również znalazły finał w OneNote).

Przykładowe wpisy dzieci:

3 słowakoleżeństwo, oddanie, dobro, miły, pomocny, przyjacielski, uczynny, życzliwy,

2 pytaniaCzym jest życzliwość? Po co jest życzliwość? Co to znaczy życzliwy? Jak się nazywa osoba, która służy pomocą? Jacy ludzie są życzliwi? Co to jest życzliwość?

1 porównanie/metaforaŻyczliwość jest jak dobro człowieka / jak dobra wróżka.

  1. Potem przeczytaliśmy opowiadanie Pawła Boręsewicza „System” z tomiku „Gorzka czekolada” (jeśli jeszcze ta pozycja nie została przez ciebie odkryta, polecam!), w którym mieszkańcy pewnego miasteczka byli dla siebie życzliwi i uprzejmi tylko wtedy, kiedy mieli pewność, że zasilą swój terminal. Osoba, od której nie można było tego uzyskać, stawała się persona non grata i była nie tylko otoczona obojętnością, ale wręcz wrogością.

Dzieci bardzo łatwo rozszyfrowały różnicę między prawdziwą życzliwością a tą z opowiadania. W czasie rozmowy doszły do wniosku, że naprawdę życzliwa była tylko staruszka z innego miasta, która nie miała terminalu i bezinteresownie pomogła głównemu bohaterowi w opresji.

  1. Kolejnym materiałem do rozważań na temat życzliwości był znany w sieci filmik o jeżyku 🦔, z którym nikt nie mógł przebywać, bo kłuł  😨, znajdziesz go tu: https://www.youtube.com/watch?v=slEi9jzwJlM

Po obejrzeniu filmiku dzieci przekazały swoje przemyślenia za pomocą rutyny „Widzę…, Myślę…, Zastanawiam się…”.

Przykładowe wpisy to:

Widzę, że klasa była życzliwa dla jeżyka / że jeżyk ma życzliwych przyjaciół.

Myślę, że dobrze postapili / że wiewiórka postapiła dobrze.

Zastanawiam się, jak by to było na miejscu jeżyka / czy gdyby nie wiewiórka, jeż byłby smutny.

Czego się dzięki tej rutynie dowiedziałam? Otóż, wrażenia dzieci wyraźnie nie tylko odnosiły się do życzliwości, którą odnalazły (!) w zachowaniu zwierzątek, ale próbowały się też wczuć w sytuację jeżyka. Pojawiło się zastanowienie nad tym, jak prawdziwa życzliwość może pomóc w smutku i potrzebie 🙄 . Czyli wiedzieliśmy już, że ta wartość jest bardzo szczególna, że niesie ze sobą nie ogólne i różnie pojmowane dobro, ale poprawia nam nastrój, wyprowadza ze smutku.

  1. Teraz przyszedł czas na działanie – mieliśmy za zadanie za pomocą dostępnych wokół nas tu i teraz przedmiotów przygotować domek dla życzliwości. Ależ pojawiły się domki 🏡 Przytulne, cieplutkie, mięciutkie i z wygodami. Pojawił się też dom z klocków lego ze strażnikami 😊! A sama życzliwość? Otóż jest puchata, milutka i kolorowa  🟣🔵🟢🟡🟠(zobaczcie na zdjęciach!) A po co takie wpaniałe domki? Wiadomo! Żeby życzliwość sawsze chciała z nami mieszkać, żeby nigdy nas nie opuściła.
  2. Na koniec rutyna Most 2. – hasło „życzliwość”.

Przykładowe wpisy dzieci:

3 słowa – oddanie, dobro, szacunek, szczerość, bezinteresowność, dobroć

2 pytania – Jak być życzliwym człowiekiem? Czy jak oczekujesz czegoś w zamian, to jest życzliwość? Dlaczego pomaganie komuś w potrzebie jest ważne?

1 porównanie/metafora – Życzliwość jest jak słodycze / jak puchata przytulanka.

Dzięki Mostom 1. i 2. dostrzegłam pogłębienie zrozumienia przez dzieci wartości, jaką jest życzliwość. W miejsce ogólnych pojęć: koleżeństwo, dobro i określeń: pomocny, przyjacielski pojawiły się szacunek, szczerość, bezinteresowność. Wyraźnie też życzliwość kojarzy się im teraz z czymś przytulastym i słodkim 😊, czyli bardzo pożądanym w tym wieku 😊. Dzieci wiedzą już, co to jest życzliwość, a kolejnym etapem będzie znalezienie odpowiedzi na pojawiające się pytania, m.in. Jak być życzliwym? A do tego doszliśmy już na kolejnym spotkaniu i ułożyliśmy mały poradnik 4i dotyczący życzliwości.

Jak widzisz, trudno przewidzieć drogę, jaką potoczy się myślenie duszyczek prowadzonych rutynami myślenia krytycznego. Na przykład, nie przypuszczałam, że przyjdzie nam kontynuować tę tematykę, a przecież trzeba było, bo pytania o to, jak być życzliwym, nie mogły zostać bez odpowiedzi!

I takiego wow na godzinach wychowawczych sobie oraz tobie życzę 😊

Belferka Zosia

Tojestpierwsze zdjęcie autorstwa Zofia Przystup

Belfer belfrowi wilkiem

Belfer belfrowi wilkiem

Jeśli nie chcesz dołączyć do watahy ujadających wilków, przestać czytać. Ten krótki poradnik nie jest dla ciebie. Jeśli nie masz skłonności do dominacji, agresji i pożerania słabszych, również nie, nie czytaj. Jeśli nie węszysz w poszukiwaniu ofiary, porzuć czytanie w tym momencie. A jeśli jesteś prawdziwym belfrem, pełnym ematii, życzliwym światu, spełnionym, szanującym swój zawód i z otwartą głową pełną ideałów, a jednak przeczytasz, każdą poniższą zasadę zaneguj i zrób dokładnie odwrotnie.

Teraz mogę już zacząć, bo tekst poniższy jest tylko dla aplikujących do stada bardzo szczególnego, stada osobników o rozdmuchanym ego i skłonnościami morderczymi. Popełniam go po lekturze setek komentarzy pod postami nauczycielskimi.

🐺 Zasada 1.

NIGDY nic nie wstawiaj. To niebezpieczne. Jeszcze twój konkurent kandydujący również do watahy skrytykuje. W sieci jest tyle materiałów, z których zresztą korzystasz, twoich już nie potrzeba.

🐺 Zasada 2.

NIGDY nie udostępniaj cudzego postu. To go podbija, a nie na tym przecież tobie zależy. Po cichu ściągnij materiał, jak się nie da, zrób screeny tak, żeby śladu nie było.

🐺 Zasada 3.

Zapomnij o emotkach głupio uśmiechniętych, również o tych z idiotycznymi serduszkami. Nie klikaj na memy akceptacji czegokolwiek lub, broń Boże, zachwytu, nie są dla ciebie. Ty lubisz te smutne i ich używasz, jeśli już.

🐺 Zasada 4. 

🧾 Utwórz bank przydatnych zwrotów typu:

Nie chcę się wymądrzać, ale…

Przejrzałam właśnie, ale…

Ktoś tu nie odrobił lekcji…

Byłoby nieźle, ale…

Dla mnie nie do wykorzystania…

Hmmm, zdaje się, że widzę…

Mam pewną wątpliwość…

Trzeba koniecznie poprawić…

To chyba żart…

Widzę sporo usterek/nieścisłości…

To chyba tylko dla przedszkola albo podstawówki…

Sorry, ale…

Zwróć uwagę na przydatność spójnika „ale”.

🐺 Zasada 5.

Unikaj klikania w jakiekolwiek przyciski! Jeszcze niechcący wyklikasz „Lubię to” albo „Super”, fuj.

🐺 Zasada 6.

Jest błąd? Literówka choćby? Super, natychmiast komentuj, może uda się tobie jako pierwszemu! Użyj banku zwrotów z zasady 4. I czekaj.

🐺 Zasada 7.

Absolutnie nie wysyłaj na priv życzliwej opinii ze wskazówkami, co można by poprawić! Po co? Wtedy przeczyta tylko jedna osoba, nikt więcej się nie dowie, jak bardzo się znasz. A jeszcze autor poprawi i twój plan legnie w gruzach.

🐺 Zasada 8.

Jeśli pojawiły się pod postem inne komentarze kandydujących do watahy lub ktoś odpowiedział na twój, świetnie. O to chodziło. Teraz działaj, zacznij się wymądrzać, niech cały świat się dowie, jaki z ciebie profesjonalista.

Musisz to wszystko przećwiczyć  ,🏋️‍♀️ krok po kroku, wiele razy. Nie od razu wyjdzie, ale się nie zrażaj. Wkrótce dołączysz do watahy i osiągniesz pełnię swojego maluczkiego, wilczego szczęścia.

PS  Tekst powstał w szale ideologicznego naprawiania świata. Wykorzystałam stereotypowe opinie o wilkach i już się wstydzę, bo wilczki w realu bardzo szanuję. W rzeczywistości to wspaniałe, dzikie i niezależne zwierzęta, prawdy o nich szukaj na przykład na tych stronach:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Wilk_szary

https://polskiwilk.org.pl/wilk

Belferka Zosia

 

 

Wynik wierzgania

Coś ostatnio w niedoczasie jestem jakoś…😅 Mam wrażenie, że lekcja zdalna to długonogi sprinter, który ze złośliwym chichotem zostawia mnie daleko w tyle, próbując udowodnić moją ślamazarność, brak kompetencji i w ogóle… Chwilami, parafrazując słowa wieszcza, już jestem w ogródku, już witam się z gąską i … znów wpadka niedoborowoczasowa 🙈 Ale kiedy mnie coś lub ktoś przypiera do muru, zaczynam wierzgać. Obecnie w wyniku wierzgania zmontowałam edupomagajki, które załączam. Jeśli się spodobają, bierzcie i dzielcie się ze swoimi podopiecznymi, jako i ja uczyniłam.
Uwaga, to nie są lekcje, a jedynie ich wspomagacze. Scenariusze opublikuję, ale najpierw muszę dogonić sprintera 🤣 Prezentacji w PowerPoint nie zablokowałam, edytujcie sobie (są o dialogu, opisie przedmiotu i opowiadaniu).  A znajdziecie je tu:
Ciąg dalszy wierzgania nastąpi…
Belferka Zosia
 

Co ma etos i patriotyzm do kolan

Co ma etos i patriotyzm do kolan, czyli jak wstrząsnąć młodą duszą z finałem w postaci lapbooka

Bywa tak, że całkiem niechcący, mimochodem i przez przypadek odkrywa się coś, co wydawało się niewarte takowego odkrycia. Gdzieś tam wokół zauważasz ekscytację zjawiskiem, widzisz, że inni używają, korzystają, wychwalają, ale ty jesteś sceptykiem, bo wiesz swoje. No i nagle, znienacka i bez ostrzeżenia przeżywasz wow. Tak było ze mną i lapbookiem. Fuj, mówiłam onegdaj, takie tam wyklejanki, strata czasu, żaden konkret. A lubię konkrety. I stara jestem, bądź co bądź. Nie będę bawić się w rysowanki. Ale meandry naszej polskiej rzeczywistości edukacyjnej każdego potrafią przywołać do porządku. A stało się to przy okazji ponownych (czy też na nowo odkrytych) odwiedzin znanego wszystkim covidka wędrowniczka, kiedy to runęły moje kunsztownie opracowane plany realizacji pewnego projektu ogólnopolskiego. O projekcie może innym razem, dość powiedzieć (napisać), że dotyczył pewnego, znanego nam wszystkim, wspaniałego zrywu wolnościowego, jakim było powstanie warszawskie i miał być realizowany w warunkach fizycznie namacalnych, czyli starej, dobrej szkoły stacjonarnej. Motywy, które mną kierowały przy wyborze tego przedsięwzięcia edukacyjno-wychowawczego, zostawmy, bo nie o tym ta historia.

No cóż, akces zgłoszony, machina ruszyła, trzeba i nawet chce się człowiek wywiązać z obietnicy, a tu pandemia i zdalne, covid jego mać. Miało być inaczej! Co tu robić, co tu robić? Tym bardziej, że na ostatnim naszym spotkaniu w realu gawiedź była zdziesiątkowana tak bardzo, że w sali ziało zgrozą i pustką.

No i w wyniku nieprzespanej nocy oraz przeglądania trylionów stron i blogów (o dzięki internecie oraz edukacyjne bóstwa i robotnice belferskie wszelkie) powstały zajęcia o powstaniu, a w ich wyniku lapbooki 😊. Sorki, rzekłam sobie, wyjścia nie ma.

I tu musi nastąpić wyjaśnienie – pierwotnie niniejszy wpis w części dalszej przedstawiał minisprawozdnie z faktycznie odbytych zajęć. Dokonałam jednak przekrętu 🙈 i przyznaję się bez bicia, ewentualnie poddam się karze, licząc na jej łagodny wymiar 😇. Edytowałam post, tak, popełniłam to, uzupełniając o narzędzia myślenia krytycznego, co jest wynikiem mojej ostatniej fascynacji 😊. Narzędzia MK aż się bowiem proszą o wykorzystanie ich przy okazji wypełniania tak niewdzięcznego zadania, jakim jest oswajanie egzotyki powstania.  I tak powstał po prostu scenariusz, z którego możecie skorzystać, jeśli wyda się tego godny 😊.

  1. Cel i NacCoBeZu

Oczywiście, podaję, gotowe możecie pobrać stąd: NaCoBeZu – literatura powstania warszawskiego

Jest to jednak tylko wersja dla ucznia, bo mi chodzi o wiele więcej, Nie będę jednak prowokowała nastolatów ogłoszeniami typu: Teraz kształtujemy umiejętność rozpoznawania swoich i innych emocje i potrzeby, rozwiązywania problemów oraz przewtarzania informacji. Bo zaraz się młódź zaprze kopytami, żeby nie dać się kształtować. Więc lepiej niech to zostanie moją słodką tajemnicą.

Zaraz potem rozgrzewka, czyli MOST 1 3 słowa, dwa pytania i jedno porównanie lub metafora do hasła „powstanie warszawskie” (5-8 minut). Zbieram to w obszarze współpracy OneNote, na tablicy Jamboard (na zdalnym) lub po prostu na moich ukochanych samoprzylepnych karteczkach (ech, tęsknięęęę).

I już wszyscy wiemy, co na temat powstania młodzież wie i z czym się ono kojarzy. Tadam!

  1. Najpierw zszokować, poruszyć, czyli obudzić z wirtualnego snu.

Jak dotrzeć z powstaniem warszawskim do nastków? Żeby nie z przymusu, lecz z własnej woli nie tylko coś zrobili , ale jeszcze się do tego przyłożyli?  Żeby porzucili (choć na moment) instagramowo-fejsbukowe wiwisekcje i uznali, że to zajewaste, zmyślne i w ogóle wypas? Żeby uznali, że może nie tylko Wieśka można lofciać? Hi, hi, wysilcie się i popytajcie, co to za Wiesiek 😉! Najwyżej zapytajcie, to podpowiem. Otóż, niech coś obejrzą i czegoś posłuchają. Lub lepiej w odwrotnej kolejności. Lub równocześnie.

A posłuchać i obejrzeć mogą to:

Lao Che – „Godzina W” 

I to:

„Bilon” – „Sierpniowe niebo”  

Chwilę pogaduchy o piosenkach (całkiem już rozmowni będą, myślę), a ja na stół wykładam to:

Ania Iwanek & Pati Sokół – „Miasto” 

Oooo, a tu już pojawia się element bardzo interesujący dla człowieka z burzą hormonalną, prawda? Aaaaaach, miłość…

 I o to chodzi!

  1. Co jest ważne, więc czas na wartości

Wartości to rzecz tajemnicza bardzo dla naszych młodych ludzi. Jak o tym rozmawiać, znajdziecie dziesiątki propozycji w grupach edukacyjnych. Ja nie proponuję rewelacji, tylko pogaduchy, do których wstępem będzie:

„Dziewczyna z granatem” 

I wypowiedzi o tym, jak żyć: https://www.youtube.com/watch?v=j93NQu0G2fM

  1. Dalej rozmawiamy o tym, jak to jest być dzieckiem i co w tym byciu człowieka denerwuje. A denerwuje mnóstwo! Że tobie każą wciąż, że nie słuchają, że za mało tego czy tamtego.

Tu przydatna będzie rutyna MK: Pomyśl…Znajdź parę…Podziel się…, która nie tylko wymaga uważnego słuchania, ale też pomoże w werbalizacji przemyśleń, pozwoli na porównanie ich do tego, co myśli towarzysz niedoli,, buduje relacje, bo przecież w końcu okazuje się, że wszyscy wędrujemy przez życie w podobnych butach😊

 I wtedy między młode oczy uderzam tym:

Dzieci powstania warszawskiego 

I jeszcze:

„Dziś idę walczyć, mamo” 

W tym momencie mam pewność, że powstanie poruszyło i czas na literaturę.

  1. Co z tą literaturą powstańczą?

Otóż nic! Po prostu przygotowałam utwory, z których możecie skorzystać również:

Baczyński wiersz 1. Baczyński wiersz 2. Baczyński wiersz 3.  Baczyński wiersz 4.

Ziele na kraterze – powstanie i list do Krysi Ognie, Popiół, epilog- fragmenty zgodne książką

Z tym, że Wańkowicza proponuję podzielić na kilka fragmentów.

Następnie (o zgrozo!) zapoznaję z lapbookami, bo, jak już wspomniałam zupełnie na początku, do tej pory broniłam się dzielnie przed tą formą, a więc moi podpieczni  byli jak dzieci we mgle, a dzieci to nawet nie w przenośni. Skorzystałam z propozycji Edukreatywnych, choć zapowiedziałam, że to tylko jedna z możliwości. Lapbook od  Edukreatwnych znajdziecie tu: LAPBOOK O LEKTURZE

  1. I głęboka woda – wybierz swój utwór, szukaj informacji i analizuj według „wytycznych” do lapbooka samodzielnie.

Właśnie, dalej już nic po mnie. Młode dusze przeglądają utwory, wybierają po jednym dla siebie i takie już poruszone, ze wspomnieniami powstańczymi wgłębiają się w teksty. Bo już przecież wiedzą, co to powstanie!

Efekty, czyli lapbooki były w wyniku tej, faktycznie przeze mnie zrealizowanej lekcji, różnorodne, wyraźnie samodzielnie wykonane, miejscami zaskakujące, ale wszystkie wspaniałe. Dzięki niektórym młode dusze ujawniły swoje talenty do wyciągania wniosków, a i zamiłowania  plastyczne . Część  nich załączam w postaci zdjęć, ale z wiadomych względów sa już pootwierane, bo za dużo by tego było. I podzielę się tu sekrecikiem, że wykonał je zespół, który (w większości) raczej nie wiąże swojej wspaniałej przyszłości z pogłębieniem swojej wiedzy o literaturze 😂. Delikatnie rzecz ujmując.

A ponieważ lapbook  to w wolnym tłumaczeniu „książka na kolanach”, wyjaśnił się niniejszym tytuł mojego wpisu. Dla niewtajemniczonych  lapbook jest czymś w rodzaju teczki tematycznej, w której możemy umieścić wiadomości na wybrany temat. To wszystko umieszczone jest w kieszonkach, książeczkach, kopertach i na różnego rodzaju karteczkach. Teraz jestem pewna, że lapbooki dają nam

–  utrwalenie i uporządkowanie materiału,

– samodzielność w działaniu,

– naukę cierpliwości, systematyczności,

– ćwiczenie koncentracji,

– rozwijanie przeróżnych umiejętności (czytania, pisania, logicznego myślenia, koncentracji, kreatywności, korzystania ze źródeł),

– pogłębienie wiedzy z tematu.

Na koniec wisienka na torcie, czyli  MOST 2, oczywiście ponownie hasło „powstanie warszawskie”. Wtedy właśnie dowiadujemy się, co nasze fajerwerki dały i co się takiego zadziało w młodych duszach. MK rządzi, jeśli chodzi o podsumowania i sprawdzanie zmian 😊

To pisałam ja, fanka nie tylko oceniania kształtującego i myślenia krytycznego, ale też od niedawna lapbooków 😊, czego i wam życzę, jeśli dotrwaliście do końca.

Belferka Zosia

1

Dorwać króliczka, czyli o zdalnym nie całkiem poważnie

Znowu zdalne. Nie kochamy tego, oj, nie… To „wywoływanie duchów” przed ekranem, czarne dziury internetowe, złośliwe mikrofony, tajemnicze Teams, OneDrive, Classroom, Discord, Wakelet, Padlet, Genially, Wizer, Liveworksheets, PDFescape, PowerPoint, Learning apps, Quizlet, ect., itd., itp. A w tym wszystkim ONO – ciało uczniowskie, przycupnięty króliczek 🐰  po drugiej stronie ekranu. Często  wystraszony, nieogarniający rzeczywistości internetowej, czasem zorientowany w niej aż za bardzo. Wspomagający i torpedujący nasz PLAN UCZENIA. Sam fakt, że jest po drugiej stronie, mówi wiele i robi ogromną różnicę. To jak, jak? Jak to zrobić? Jak dotrzeć przez otchłań sieci do naszej szarej, króliczkowej eminencji? Jak dorwać króliczka? Gdzie sposób, panaceum, jakaś recepta? I tu Was możemy o jednym zapewnić. Otóż z całą pewnością NIE MA.  🙈  Nie ma jednej drogi i jedynego sposobu. Niestety. Możemy tylko przekazać Wam nasze pewne podejrzenia, bo wnioskami nie odważymy się jeszcze tego nazwać. I dzięki, że czytacie nadal 😊. 

❗ Wiele wcale nie znaczy dobrze.

Mamy tu na myśli wielość logowań, platform i bodźców, które możemy zaserwować naszemu cennemu króliczkowi. Tak, wiemy, że kuszą, nas też. Deszcz, a właściwie ulewa, wręcz huragan szkoleń w sieci doskonale wpisują się w naszą niepewność i poszukiwania tej jedynej, najlepszej metody pracy. Ale nie, wybierzmy jedno, góra dwa narzędzia i się w nich wyspecjalizujmy, a kiedy dojdziemy do  perfekcji, to króliczki z nami też, przy okazji.

❗ Relacje.

Oczywiście, są niezbędne, świetnie, żeby były. A co, jeśli króliczki są dla nas nowe? Jeśli to, co zdążyło zaledwie zakiełkować, zostało przyduszone czarną otchłanią zdalnego? Co, jeśli relacje przechodzą kryzys z jakiegoś powodu (bo nikt nam nie wmówi, że takowy jest niemożliwy). Wtedy jesteśmy w… Mur milczenia króliczków może nas doprowadzić do zielonowzgórzowej otchłani rozpaczy i zniechęcenia (bo Anię – nie Andzię kojarzycie, prawda?). Oraz buntu i złości też. Normalne, ludzkie to jest i dajmy sobie do tego prawo, ale co wtedy? Otóż:

– rób swoje, ale przyklej do komputera sklerotki „Uśmiech” „Spokój”, „KONSEKWENCJA”, nie daj się wyprowadzić z równowagi, ostatecznie nadziej na przegub ręki recepturkę, pamiętaj , że bardzo często przy króliczku zasiada duży królik, który z ciekawością wysłucha Twoich pretensji do dziecka,

– zastosuj metodę akcja-reakcja, czyli okaż entuzjazm (poudawaj trochę najwyżej) na objaw najmniejszej króliczkowej aktywności i chęci uczestnictwa w żmudnym procesie lekcyjnym, nagradzaj w dzienniku, wieść się rozniesie szybko, gwarantujemy 😊,

– wybierz narzędzie, dzięki któremu otrzymasz upragnioną informację zwrotną – że króliczek pracował, hura, choćby, a niech tam, z niechęcią –  o takim narzędziu piszemy na koniec tego wpisu.

❗ Błąd i niewiedza oraz brak umiejętności.

          Daj sobie do nich prawo i uświadom króliczkowi, że nie tylko on takie prawo ma. Zapowiedz przed zajęciami, że to Twój pierwszy raz. Że nie znasz jeszcze do końca tej platformy, tego narzędzia, że liczysz na ich pomoc. Bo może oni szybciej, lepiej się połapią. Bo uczymy się wszyscy. Nie przejmuj się swoimi podejrzeniami o złośliwy uśmieszek satysfakcji po drugiej stronie, to niezbędne koszta. Ale jakiś łaskawy króliczek z pewnością się znajdzie i pomoże, a już na pewno większość stadka poczuje się lepiej, bo jeżeli nawet belfer nie daje rady… Może to zalążek porozumienia? Relacji? Łączenia się w bólu na przykład?

❗ Wiek robi wiekową różnicę.

O ile ze starszakami możemy pobujać w sieci, to z maluchami przede wszystkim musimy rozmawiać, najlepiej (o zgrozo) przy kamerce. Pogaduchy, pokazanie swojego zwierzaka, a później archaiczna praca z podręcznikiem może naprawdę w przypadku maluczkich króliczków zdziałać cuda. Jasne, obejrzyjmy z nimi filmik, pobawmy się w quizy, ale maluchy potrzebują spokoju, zwyczajności w tych niezwyczajnych okolicznościach. Niech sobie dłubią w tych ćwiczeniach i zeszytach. Rączka pracuje przy współudziale długopisu/ołówka, a nie myszki, to dla nich wartość dodana.

Pisać można by jeszcze wiele, jednak nie da się tyle czytać po lekcjach online, dlatego dobijamy do brzegu. Na koniec konkrety, czyli sprawdzone przez nas narzędzia i materiały do lekcji. Wiemy już na przykład, że prezentacje, choćby najwspanialsze i perfekcyjne, nie dają nam gwarancji, że dorwaliśmy króliczka 😊. Mamy niestety, a może stety, takie obciążenie belferskie, garba wręcz, że zależy nam na aktywności i uczestnictwie wszystkich króliczków, nawet tych bez motywacji. Idealnym sposobem są wszelkie interaktywne karty pracy czy po prostu OneDrive. Dziś o kartach pracy, bo One Drive jeszcze zgłębiamy 😊.

Lekcje dla klas 6. i 7. (bajki Ignacego Krasickiego i pieśni Jana Kochanowskiego).

👉 Na początku zaintrygujmy króliczka.

Przesyłamy list sekretarza królewskiego z ukrytymi grafikami – zagadkami związanymi z autorem. 

Gotowe listy, pod nazwą „list sekretarza króla do…” ( w dwóch wersjach) znajdziecie tu: 

klasa 7. – https://okiemipiorembelferki.pl/7-klasa/ 

klasa 6. –  https://okiemipiorembelferki.pl/6-klasa/

Idealnie byłoby dołączyć „gadającą głowę” autora, ale tego jeszcze nie potrafimy, mamy to w planach 😊.

👉 NaCoBeZu z pytaniem kluczowym do lekcji jest tu:

klasa 7 – https://okiemipiorembelferki.pl/7-klasa/   pod nazwą „NaCoBeZu Pieśni Jana Kochanowskiego 2”

klasa 6 –  https://okiemipiorembelferki.pl/6-klasa/ pod nazwą „NaCoBeZu – bajki Ignacego Krasickiego”

👉I elementy lekcji odwróconej – króliczki czytają teksty wybranych przez nas bajek/pieśni, robią notatki, zapowiadamy, że z tymi tekstami będziemy pracować na lekcji.

👉 Na lekcji online karty pracy:

klasa 7. 

https://app.wizer.me/learn/7JB2XG

klasa 6.

https://app.wizer.me/learn/NEJIEB 

 które na  koniec otrzymujemy z pełną statystyką, nawet z określeniem czasu, jaki został poświęcony na jej wypełnienie. I ciekawostka – możemy ograniczyć czas pracy z kartą 😊. Załączone karty zostały przez nas już przetestowane, uczniowie co prawda muszą się zalogować na wizer.me, ale jest to wyjątkowo proste logowanie, większość sobie poradzi bez problemu. Jeśli chcecie z nich skorzystać, też musicie założyć konto, później wystarczy skorzystać z naszych kart, które zapisałyśmy jako publiczne.

👉 Karty pracy w wizer.me dają króliczkowi możliwość swobodnej wypowiedzi i refleksji na koniec, to nasza ważna OK wartość 😊.

Korzystajcie i niech moc będzie z nami.

Belferki Majka i Zosia 

Talenty

Straszne to jest,  że nie możemy pokazać aktorskich talentów naszych dzieciaków przed żywą publicznością. Z łezką oku wspominam przedstawienia przygotowywane przez kilka miesięcy, energię i radość ze wspólnego tworzenia teatru. Tak bardzo mi tego brakuje! Tęsknię jeszcze bardziej, kiedy widzę podczas scenek dramowych na lekcji talenty, takie talenty, których grzech nie pokazać światu! Ta natrętna myśl, że muszę, muszę, muszę zrobić coś, żeby dzieciaki rozwinęły skrzydła, przełamały bariery, żeby zrozumiały, jak wspaniałe jest to uczucie, kiedy przekazujesz treści gestem, mimiką, intonacją głosową, jak niepowtarzalna jest magia i ekspresja teatru. Wydawałoby się, że w czasie pandemii to niemożliwe. Otóż nie! Ja nie  z tych, co się poddają! Podczas nauczania zdalnego nagraliśmy z dzieciakami (praktycznie dzieciaki same to zrobiły, moja rola ograniczyła się do wspomagania i popierania) filmik „W czasie pandemii zamiast akademii” z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja. W tym roku też się zapowiada nieźle, bo talenty są, chęci też, a nuda podstawoprogramowa zieje, aż przykro… Tak więc, tworzymy filmik niepodległościowy według scenariusza, który Wam udostępniam z nadzieją, że też skorzystacie, bo wierzę, że talentów aktorskich u Was w szkole nie brakuje 😊.  Jest  do edycji,  więc możecie go dopasować do swoich wyobrażeń. A czy to nie jest idealna okazja, żeby skończyć (bo czas najwyższy) ze sztywnymi akademiami rodem z czasów postsocjalistycznych, kiedy to święto narodowe równało się z godzinną męką dzieciaków prezentujących treści, rzecz oczywista wartych przedstawienia, ale nie w ten sposób? Niech jakaś korzyść z tej pandemii będzie. W jednym z następnych postów będziecie mogli zobaczyć, jak nam się udał filmik, który powstał w oparciu o ten scenariusz.   👇

                                                                                                                  Scenariusz Święta Niepodległości online

Teatr to przede wszystkim świetna zabawa, ale też:

🎭 uczy wrażliwości na słowo pisane i nie tylko

🎭 rozwija umiejętności komunikacyjne

🎭 budzi otwartość na nowe doświadczenia

🎭 angażuje wszystkie zmysły

🎭 oswaja z publicznymi wystąpieniami, nawet tych nieśmiałych

🎭 uczy z jednej strony spontaniczności, z drugiej kontroli nad własnym ciałem

🎭 jest doskonałą okazją do współpracy w grupie

🎭 ma mnóstwo innych zalet, choćby wprowadza urozmaicenie do mojej codzienności  belferskiej  🤣 

Niech teatr będzie z Wami! A! Pamiętajcie tylko, żeby nie gwizdać na scenie , nie wchodzić na nią lewą nogą, plakat do spektaklu wykonać w zielonym kolorze, nie otwierać parasola na scenie itd. Nie, no ja przesądna nie jestem, ale nie zaszkodzi 😅…                                                                                                                      Belferka Zosia

Głaskanie

Social media network diagram

Tak się nie robi, moi kochani. Nie robi się tak starej belferce, bo pomarszczone serducho prawie pękło. Ze wzruszenia zryczałam się i zasmarkałam (niecovidowo). Tak znienacka i podstępnie wysłać filmik i mówić na nim takie rzeczy… Otóż zrobili tak moi ubiegłoroczni ósmoklasiści, filmik załączyłam, sami zobaczcie, jak tu się nie spłakać??? A ja twarda jestem, wierzcie mi. Bo w ogóle to była już wisienka na torcie, przedtem wiersz dzieciaków, swoista izetka (zdjęcie poniżej), mnóstwo życzeń i drobiazgów od serca. Po co o tym pisać? Otóż trzeba! Bo to jest wartość naszego zawodu, podstawowa i najważniejsza, nie dodana. Nigdzie nie została zapisana, nie jest przewidziana w dokumentach ministerialnych ani wewnątrzszkolnych, ale jest – najwyższa i o nią nam chodzi, bez niej, bez relacji, szkoła jest tylko budynkiem wypełnionym ludźmi, którzy wypełniają swoje obowiązki. Jak w korporacji. Tak się może czujesz? Jak w fabryce? No tak, zewsząd roszczenia i pretensje, nikt nas nie docenia, nie lubi, itd., itp. Jojczenie, narzekanie i rozdzieranie szat. Jak sobie z tym poradzić?

👉 Niepowodzenia – są, ależ oczywiście! Nie dotrzymałam terminu, dyrekcja ma pretensje, kwasy w gronie, rodzic się czepia, dzieciaki wykańczają. To normalne. Traktuję to zadaniowo – co zrobić, żeby tak nie było? Krótka analiza – przyczyna, jak ją wyeliminować i tyle. Nie zatrzymuję się, nie rozpamiętuję, choć pamiętam. Nie wyolbrzymiam, mówię sobie – to szczegół, mała przeszkoda i wyruszam dalej. Polecam.

👉 Uważność – tak dziś modna, że nawet już wyśmiewana. Niesłusznie, bo to ona poprowadzi do relacji, naszej wartości ostatniego poziomu. I można ją mieć, powoli wytrenować. Na początek zauważam małe oczka wpatrzone we mnie lub unikające mojego wzroku, spocone ręce, tu właśnie należy się zatrzymać i to rozpamiętywać, a potem…to już poleci 😊

👉 Głaskanie siebie – to już umiem, a ty musisz się nauczyć 😊. Taki wygłaskany nauczyciel staje się uważny… Ja właśnie dziś, w Dniu Edukacji, robiłam – NIC. ”Ale co lubię robić najbardziej— to Nic”, tak deklaruje Krzyś z „Kubusia Puchatka”, kocham wprost postacie z tej historii. Robiłam NIC, podczytując sobie tę czy inną książkę (a to w sypialni, a to w kuchni lub w salonie). Robiłam NIC, układając książki w nowej, cudownej bibliotece (kupionej z drugiej, a raczej z piątej ręki, za grosze, jest na zdjęciu, moja duma). Robiłam nic, biorąc udział w webinarze Edukreatywnych i gawędząc z synem. Robię NIC, pisząc te słowa. Znajdź swoje NIC i pogłaszcz siebie.

Pomalutku, pomalutku, a to, co niemiłe w naszym zawodzie, przestanie być dla ciebie najważniejsze i znajdziesz swoje własne, osobiste skrzydła. Tego życzę w tym szczególnym dniu nam wszystkim.

Belferka Zosia

Tak dla nas wszystkich

Co książka o miłości, przyjaźni i dobroci ma wspólnego z kontraktem klasowym?

” Więc proszę, rozwiń skrzydła i podążaj za marzeniami”.

Tak pięknie Charlie Mackesy zachęcał nas w przedmowie do swojej książki ” Chłopiec, kret, lis i koń” do stworzenia zasad, które będą dla nas ważne w budowaniu dobrych relacji i atmosfery sprzyjającej uczeniu się. 

📜 W tym roku szkolnym kontrakt klasowy powstał inaczej. Podążaliśmy za pytaniami ❓❔ i odpowiedziami: kreta, który martwi się, że jest mały, 🦊 który nie wierzył, że ma do powiedzenia coś interesującego,  i 🐴, który uważał, że czyjaś obecność wiele znaczy. Odczytywaliśmy ukryte znaczenia i potraktowaliśmy je jak drogowskazy, życiowe wskazówki, bo przecież w szkole, jak w życiu, wszystko opiera się na relacjach.

No więc, zasady 🖊📝 i nie ma w nich mowy o ocenach, kartkówkach, testach i przygotowaniu do zajęć, jest o odwadze, błędach, pytaniach, odpowiedzialności i spełnianiu marzeń . 🦋

Bo  👇

👉   każdy z nas jest ważny, 

👉    wspólnie możemy pokonać każdą trudność, 

👉   dajemy sobie prawo do błędów,

👉   umiemy prosić o pomoc,

👉  odważnie dążymy do celu,

👉  ponosimy odpowiedzialność za swoje decyzje,

👉  jesteśmy uważni.

📚📚 Książka ” Chłopiec, kret, lis i koń” będzie stałym gościem na zajęciach języka polskiego.

Belferka Majka