Do walizki!

Oj, trudne to zdalne nauczanie i uczenie się, oj trudne… Ale… Gdyby ktoś mi powiedział parę miesięcy temu, że będę przygotowywać prezentacje multimedialne (tak, nie umiałam, stara jestem, sorki), będę rozmawiać i pisać z dzieciakami przez różniste komunikatory i sprawdzać prace online, organizować grupy do takiej nauki, to bym, przepraszam, go wyśmiała. Ja??? Wszak słowo wypowiedziane/wygłoszone, lekcja „na żywo”, spojrzenie w oczy ucznia, długopis, tablica (przed którą podryguję, walcząc z odpływającym w niebyt dzieckiem) i w końcu ten PAPIER – wypracowanie, zadanie, wnioski, notatki, zeszyty i co tam jeszcze – to podstawa szkoły! To fundament mojej pracy! Otóż, okazało się, że nie. I, choć sama nie wierzę w to, co piszę, dobrze! Jasne, bardzo mi brakuje „normalnej” szkoły, mojej sali, gazetek ściennych, rozmów z dzieciakami, koleżankami i kolegami, uśmiechów uczniów (lub całkiem przeciwnie), nawet hałasu w korytarzach podczas dyżuru w deszczowe dni (no, nie wierzę, że to piszę), jednak jestem przekonana, że to, co nam się przytrafiło, jest dobre. Dlaczego? Bo nas ZMUSIŁO. Do rozwoju, do szukania nowych sposobów komunikacji, do innego spojrzenia na ocenianie. Jest męczące, któż ma to wiedzieć lepiej niż polonistka? Ale nie wrzucę tego do kosza, o nie. Wrzucam do walizki 🙂 Belferka Zosia

Pan Kleks

Pewnego lutowego dnia dotarł do nas list od pana Kleksa i … szkolne życie nabrało niezwykłych barw. Pracowaliśmy jak mróweczki , by otrzymać indeksy, czarodziejskie słoiczki musieliśmy zapełnić guzikami. Przędzenie liter, kleksografia, kuchenne rewolucje i przepis na opis – wszystko wykonywane bardzo starannie. Wreszcie oko wysłane w kosmos i … są już w naszych rękach – dyplomy prymusów!!! Cykl lekcji z lekturą zakończyliśmy kodowaniem na dywanie ( za kodowaną ortografię dziękujemy p. Agnieszce Nowak)
I wiecie co ? Pan Kleks zrobił dla nas wyjątek i przyjął 4i z SP4 do swojej Akademii, więc wraz ze swoimi paniami , polonistką i wychowawczynią, przesyłamy akademickie pozdrowienia.