Lekturki do powtórki

Ostatni miesiąc w 8. klasie to głównie powtórki… Zdalne lekcje z jednej strony otworzyły nowe możliwości, z drugiej jednak też ograniczają. Na przykład, taka lekcja powtórkowa z lektur – u mnie byłyby to stoliki zagadek przygotowane przez grupy. No dobrze, nieważne, jak by to było, trzeba sobie jakoś radzić online, więc wymyśliłam obrazkowe kalambury lekturowe. Z grubsza zabawa miała taki przebieg:

Lekturowe kalambury obrazkowe – zasady gry

1. Pierwszą zagadkę obrazkową odgaduje osoba wylosowana przez nauczyciela.

2. Zagadką jest kolaż z obrazków związanych z jedną z lektur. Do gracza należy:

– podanie tytułu lektury          – 1p.

– podanie autora lektury         – 1p.

– wyjaśnienie związku każdego pojedynczego obrazka z treścią lektury    – po 1 p. za obrazek.

3. Jeśli gracz nie odgadnie lektury (autora, związku obrazka z lekturą), może poprosić
o pomoc wybraną osobę z klasy. Pomocą taką można być tylko raz, chyba że wszyscy
z klasy już zostali do tej roli wybrani.

4. Po zakończeniu swojej rundy gracz nominuje kolejną osobę do gry, ale może ona zagrać pod warunkiem przedstawienia swojej zagadki lekturowej nominującemu (w formie obrazka, pojedynczego). To kolejna okazja dla obecnego gracza do zdobycia 1 p.

Jeśli gracz nie odgadnie, z jaką lekturą jest związany obrazek, punkt jest „do wzięcia” przez resztę klasy – obowiązuje tu zasada: kto pierwszy, ten lepszy, ale można się zgłosić tylko raz. „Wziątkę” dolicza się do swoich punktów.

5. Nominowany po zadaniu swojej zagadki staje się graczem – otrzymuje od nauczyciela kolejny kolaż.  I zabawa się powtarza.

6. W sumie każdy może zatem uzyskać „normalną” drogą maksymalnie 8 punktów:

1p. –tytuł

2p. – autor

4p. – obrazki z kolażu

1p. – obrazek nominowanego.

Plus punkt „wziątka”.

6. Gracze, którzy uzyskali najwięcej punktów, otrzymują tytuł eksperta lekturowego
i odpowiednią ocenę kształtującą.

Poniżej przygotowane przeze mnie kalambury. Jakie to lektury? 

Belferka Zosia 

Do walizki!

Oj, trudne to zdalne nauczanie i uczenie się, oj trudne… Ale… Gdyby ktoś mi powiedział parę miesięcy temu, że będę przygotowywać prezentacje multimedialne (tak, nie umiałam, stara jestem, sorki), będę rozmawiać i pisać z dzieciakami przez różniste komunikatory i sprawdzać prace online, organizować grupy do takiej nauki, to bym, przepraszam, go wyśmiała. Ja??? Wszak słowo wypowiedziane/wygłoszone, lekcja „na żywo”, spojrzenie w oczy ucznia, długopis, tablica (przed którą podryguję, walcząc z odpływającym w niebyt dzieckiem) i w końcu ten PAPIER – wypracowanie, zadanie, wnioski, notatki, zeszyty i co tam jeszcze – to podstawa szkoły! To fundament mojej pracy! Otóż, okazało się, że nie. I, choć sama nie wierzę w to, co piszę, dobrze! Jasne, bardzo mi brakuje „normalnej” szkoły, mojej sali, gazetek ściennych, rozmów z dzieciakami, koleżankami i kolegami, uśmiechów uczniów (lub całkiem przeciwnie), nawet hałasu w korytarzach podczas dyżuru w deszczowe dni (no, nie wierzę, że to piszę), jednak jestem przekonana, że to, co nam się przytrafiło, jest dobre. Dlaczego? Bo nas ZMUSIŁO. Do rozwoju, do szukania nowych sposobów komunikacji, do innego spojrzenia na ocenianie. Jest męczące, któż ma to wiedzieć lepiej niż polonistka? Ale nie wrzucę tego do kosza, o nie. Wrzucam do walizki 🙂 Belferka Zosia