O tym, jak ruszyłam cztery litery i dlaczego

„Panda rhei” – „Wszystko płynie”, jakże ta heraklitowa oczywista oczywistość jest nam bliska. Przecież wiem i ty to wiesz doskonale, że jedyne, co jest pewne w naszym systemie edukacji, to brak pewności i stabilności. Podstawa programowa przeobrażająca się z mniej na bardziej i znowu na mniej, i znowu na bardziej oderwanego od rzeczywistości potworka żyjącego przez kilka lat swoim maluczkim życiem, lektury w „kanonie” (no sorki, ale ciągle nie mogę się pogodzić z pojęciem KANONU) przez które z każdym kolejnym rocznikiem coraz trudniej przebrnąć, chory algorytm finansujący oświatę w zawsze niewystarczającym zakresie i przyprawiający o białą gorączkę naszych lokalnych samorządowców, kreatywni urzędnicy w warszawce i jej odnóżach (to nie błąd ortograficzny, tak ma być, nie mylić z Warszawą) tworzący „wiekopomne” dzieła papierkowe w szale uzasadniania niezbędności swojego stanowiska, żonglujący wedle uważania statusem naszego zawodu… Tak się to toczy od wielu lat, a na pewno już ponad trzydziestu kilku, za tyle mogę ręczyć. No i słabe to jest, bezwzględnie. Ten wpis jednak nie będzie jojczeniem, nie obawiaj się, jojczeniom wszelkim mówię weto i strącam z edukacyjnej planszy, taki misterny mam plan. Zdarza się wszak i przecież, o dzięki głowom oświeconym, moment, w którym bardzo wielu pedagogów, w tym moja skromna, nauczycielska świadomość, otrząsają się, przytomnieją i zaczynają, często w rozpaczy, gorączkowo szukać ratunku. W takim momencie trafiłam na Centrum Edukacji Obywatelskiej i przeżyłam objawienie (nie, to nie jest za duże słowo) numer jeden. Ocenianie Kształtujące stało się dla mnie furtką do nowego życia belferskiego, zmartwychwstałam jako nauczyciel, a zastrzyk energii, który wówczas mi zaaplikowano, uchronił mnie od depresji i wypalenia zawodowego, tak częstych niestety dziś w naszym zawodzie. Odmłodniałam wręcz, hi, hi. Pasja od pewnego czasu zwinięta w kłębek w ciemnym kącie sali polonistycznej rozprostowała kości, przeciągnęła się i z radością rozwinęła zgrabiałe skrzydła. „Gdzie byłaś?” – zapytałam z wyrzutem. „A ty???” – nie pozostała mi dłużna… Ocenianiu Kształtującemu poświęcone od tego momentu było życie moje belferskie, jak i też wiele zakładek tejże strony internetowej.  I tak, przez parę ładnych lat, zgłębiając warsztat nauczyciela „bez ocen”, powoli, ale z Pasją u mojego boku, realizowałam plan „RATUJ DZIECIAKI I SIEBIE”. A  przy pomocy narzędzia, OK zeszytem zwanym, była to czysta rozkosz, nawet nie przyjemność. A gdy przyszedł krach – nie krach, czyli pandemia i zdalna szkoła, ja byłam gotowa. Tak mi się wydawało przynajmniej. Ale ten straszny czas mnie zmienił, jeśli ciebie nie, to zazdroszczę. Tragedie przydarzające się uczniom, rozpacz w rodzinach przyjaciół i znajomych, nie tylko te związane z kresem życia i chorobą, ale też z  końcem zarobku i bezpieczeństwa finansowego, zmieniły moje spojrzenie nie tylko na edukację, ale też na życie i wartości, które stanowią centrum człowieczeństwa. I ponownie nie są to zbyt wielkie słowa. Doświadczenie zdalnej szkoły, niepowtarzalne w swoim wymiarze, po pierwsze, udowodniło mi zasadność Oceniania Kształtującego, pracy bez ocen, pracy nastawionej na rzeczywistą motywację, relacje i Człowieka,  po drugie, pokazało, jak płytko i pobieżnie traktujemy najważniejsze, czym powinien chlubić się Człowiek i co go wyróżnia spośród fauny i flory naszego globu – MYŚLENIE. I tu, przyznam, nie pamiętam dokładnie chwili, w której TO się stało. Dość powiedzieć, że pojawiła się w mojej szkole możliwość poznania czegoś (ale co to jest? –  myślałam wówczas sobie), co nazywano MYŚLENIEM KRYTYCZNYM. Hmmmm… No ok, zobaczę, dedukowałam, myślenie jest mi bliskie, krytyką się nie brzydzę, więc chyba dla mnie.

Bardzo szybko okazało się, że moje wyobrażenie MK ma bardzo niewiele wspólnego z tym , co ONO sobą rzeczywiście reprezentuje. Za to, co skonstatowałam z ekscytacją,  jest bardzo spójne z Ocenianiem Kształtującym, moją belferską miłością i fascynacją. Zapytałam wówczas swoją nauczycielską jaźń – przecież już dbam o relacje, o wsparcie, o różnodność w rozwoju, nieeeee, mam wszystko, co potrzeba, po co mi MK? I nie mam pojęcia, jak to się stało, że wiedziona jakąś bliżej nieokreśloną intuicją zdecydowałam się jednak na zgłębienie obszaru MK. Właśnie – zgłębienie! Zapamiętajcie to słowo!

Po paru skokach organizacyjnych (tak to nazwę), przeszłam  szkolenie  trenerskie 1. stopnia MK, poznałam środowisko, ideę, ludzi – fascynatów MK, w tym Macieja Winiarka. I, wierzcie mi, przeżyłam kolejne objawienie, numer 2, ale na podium ze złotym medalem ex aequo. Nie chodzi „tylko” o relacje! Chodzi o otwartość myślenia, o jego niezależność, a przede wszystkim o KOMPETENCJE,  w jakie wyposażamy uczniów. Kompetencje, o których mówi się, grzmi wręcz, opowiada, ale… w skwierczącej codzienności szkolnej bardzo szybko zapomina! Chodzi o umiejętność logicznego myślenia, odróżniania faktów od opinii, rowiązywania problemów! Przecież wszyscy jojczą (!), że uczniowie nie myślą! Że powtarzają schematy, powielają gotowe rozwiązania, nie potrafią samodzielnie znaleźć do nich drogi! Chodzi o dzieci i młodzież, którzy w większości nie są w stanie sprostać wymaganiom potworka – podstawy programowej, ale z powodzeniem mogą  znaleźć się w  społeczeństwie, wystarczy ich w tym wspierać, a może po prostu nie przeszkadzać. Tak, potrafią doskonale się znaleźć, pod warunkiem, że szkoła przestanie rzeźbić i skrupulatnie układać kłody pod ich przebierającymi do startu nogami. Tak właśnie, powtórzę raz jeszcze – NIE PRZESZKODZI! A może da im nawet skrzydła? A co by było, gdyby szkołę wspominali w dorosłym życiu dobrze? Szkołę, która w gąszczu „wiedzy niezbędnej” dała im przestrzeń do rozwoju? Czy czasem nie staliby się społeczeństwem przyjaznym edukacji, bez jadu skierowanego na nauczycieli po przeżytych szkolnych traumach? Naprawdę tego nie chcemy? Przecież mój uczeń za kilka lat stanie się dorosłym człowiekiem z wyrobioną opinią o szkole. Jeden, drugi, dziesiąty, setny, tysięczny dorosły człowiek, który będzie lub nie wspierał nauczycieli!  Oczywiście, mamy laureatów, nasze korony i chluby, ale jaki procent stanowią? A większość? Większość nas NIE LUBI,  delikatnie rzecz ujmując. Upsss…

Czas jednak Zofia dobijać do brzegu, któym w założeniu tego posta jest MOTYWACJA. Może mi się nawet uda obudzić w jednym, choć jednym nauczycielu, jednej nauczycielce ochotę (nie marzę o pragnieniu) poznania czegoś więcej, czegoś NOWEGO?

Jeśli poszukujecie inspiracji podstawowej, od której ja rozpoczęłam moją drogę w kierunku dobrostanu – zacznijcie od OK. Jeśli jednak chcecie się po prostu rozwijać dalej, czujecie, że wasz uczeń to powinna być myśląca, w tym logicznie 😅, czująca i refleksyjna istota, przyjazna uczeniu się, wyposażona w kompetencje i umiejętności pozwalające im funkcjonować w społeczeństwie, nie, inaczej – pozwalające im po prostu żyć prawdziwie, nie ma innej drogi, jak połączenie Oceniania Kształtującego z Myśleniem Krytycznym. Nie ma, po prostu.

Zachwyt OK i MK przeżywałam dzień w dzień podczas minionego roku szkolnego. Jeśli prokrascynacja mnie nie pokona 😊, opiszę więcej zajęć z wykorzystaniem OK i MK, których byłam świadkiem – tak właśnie, świadkiem, nie „prowadzącym” – bo, rzecz niesamowita, oddaję prowadzenie uczniom!  Tu, na tym blogu, w poprzednim wpisie umieściłam próbkę, bardzo skrótową, a była to sobie lekcja w klasie ósmej, która, mam nadzieję, wstrząśnie wami tak jak mną. No czad, po prostu, niestety, ała, bez moich zasług. To, w jaki sposób ósmoklasiści ZGŁĘBILI (pamiętacie to słowo?) bez mojego udziału zagadnienie, jeszcze nie tak dawno wydawało mi się niemożliwe.

Nie jesteście przekonani? No też kiedyś nie byłam. Dziś trwam w zachwycie i z niecierpliwością wewnętrznego dziecka czekam na początek roku szkolnego, szalona, bo

– „Nigdy nie mów nigdy” (to aluzja do mojego wieku, słusznie dojrzałym zwanego),

– „Nic nas tak bardzo nie okłamuje, jak nasz własny osąd” (Leonardo da Vinci), o tym dowie się każdy krytycznie myślący homo sapiens,

– „Panda rhei” i trzeba z tym sobie poradzić,

– „Koniec ciekawości – to już jest starość” (Valeriu Butulescu), czyli dzieckiem jestem, a jak tam z wami, młodzi kalendarzem?

– „Człowiek staje się najbardziej zmęczony, gdy stoi w miejscu” (chińskie przysłowie) – no byłam tak zmęczona, minęło 😊,

– „Związanego łatwo bić” (ponownie mądrość chińska) – tego właśnie chcesz?

I tak dalej.

Strony, gdzie możesz zajrzeć do OK i MK już masz podlinkowane powyżej.  Na żywo możesz się spotkać z Myśleniem Krytycznym już w sierpniu, bo czeka na ciebie niesamowite, serio, wydarzenie, Festiwal Myślenia Krytycznego. Tam znajdziesz swój przedmiot, wychowawstwo, no w ogóle, żywi 😁, autentyczni nauczyciele praktycy 👩👨, w tym ja 😀 razem z Nieidealną polonistką podzielimy się swoją Pasją i doświadczeniem. Tremę mam jak jasna cholera, bo to mój pierwszy w życiu webinar 😅😱 i na pewno na sekundę przed pomyślę „No po co to tobie było, kobieto???”. Obiecałam sobie jednak, że zrobię wszystko, żeby pokazać moją Pasję i jej wyprostowane, przepiękne skrzydła.

 Rusz, sorki, cztery litery i zrób coś ze swoim belferskim życiem, jako i ja uczyniłam 😍! Skorzystaj z okazji, bo to szansa na nowe życie belferskie, a nie wierzę, że ciebie nie korci 😉.

Belferka Zosia

Impuls OK

                 Piszę na gorąco po wymianie myśli z fajsbukową znajomą. Gdzieś obie trafiłyśmy na webinar CEO o OK zeszycie https://www.facebook.com/fundacjaCEO/videos/310037160688970 , nie mogła go znaleźć, szukała ratunku i pogawędziłyśmy. Finałem rozmowy było stwierdzenie Eweliny, raczkującej „w temacie”, ale bardzo chętnej do jego pogłębienia, że wszędzie się mówi o OK zeszycie, ale mało się go pokazuje. I wiecie, że miała rację? Odstawiłam przygotowanie zajęć na jutro (i inne takie tam NIESŁYCHANIE WAŻNE ORAZ TERMINOWE prace jak sprawdzanie rozprawek) i zaczęłam przeglądać grupy, posty oraz wpisy, węsząc za zdjęciami przykładowych okejowych zeszytów. I mało! Baaardzo. W zalewie zdjęć niewątpliwie chlubnych praktyk ukierunkowanych na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc., OK zeszyt przycupnął bardzo niszowo. Nie jestem bez winy. W szale ekscytacji nowymi aktywnościami dzieciaków na zdalnym publikowałam przykłady wykorzystania tryliona aplikacji, zapominając, że to, co uczniowie dziergają codziennie w OK zeszytach jest faktycznie świetnym przykładem na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc. I każdy, kto spróbował tego narzędzia, potwierdzi, że tak właśnie jest.

Ale przypomniałam sobie też lata swojej przydługiej, nudnawej egzystencji w szkołach różnorakich, kiedy to spędzałam godziny (przeliczane w finale na wieki) na dość bezmyślnym przepisywaniu notatek z tablicy, z podręczników lub pisaniu ich pod dyktando mentorskiego tonu moich nauczycieli. Tak było, jest i będzie, myślałam wtedy. Myślałam tak też, rozpoczynając pracę w szkole. Zawsze jednak, zawsze, uwierzcie, gdzieś głęboko czułam bezsens takich notatek. Najbardziej pamiętam tę jedyną, pozostającą się poza schamatami, którą skwitowała polonistka stwierdzeniem, że to bazgrolenie, głupawe rysunki i strzałki świadczą o mojej niechlujności i niestaranności 😊 (o ironio losu, a w domu mówią o mnie Monika Geller-Monk). I że mam to usunąć, poprawić, napisać tak ładnie jak wszyscy. Moja skandaliczna twórczość dotyczyła epoki romantyzmu, którą pokochałam całym swoim nastoletnim wtedy sercem i popłynęłam, wiedziona podstępnie tą miłością oraz oszukana wpajaną mi przez rodziców samodzielnością. A potem, tak ociosana, wkroczyłam w schematyczny świat belferski. Długo tam tkwiłam. Zbyt i za, ale uwierało mnie ciągle. Aż w końcu, dzięki mądrzejszym i odważniejszym ode mnie belfrom, choć (o dziwo) niekiedy młodszym, zaczęłam odkrywać szerokie wody oceniania kształtującego. I tak dochodzimy do OK zeszytu. Nigdy już – trzy palce na sercu i tfu, na psa urok – nie wrócę do zeszytów, które już, parafazując słowa okejowego guru, Danuty Sterny (możesz Danusi posłuchać tu), po prostu dla mnie umarły i nie zmartwychwstaną 😊

Gdzieś tam po drodze przeszłam roczny kurs OK zeszytu (CEO – polecam, zachwyt pełny) i wiele doświadczeń za mną, ale przede mną, na szczęście, też. Mogę jednak podzielić się paroma odkryciami z początkującymi. Nie będzie to żadne wow, którego nie doświadczycie na przykład na kursie, a raczej świadectwo, że jest tak NAPRAWDĘ, bo to przerobiłam.

  1. To będzie raczej szok, więc nie zmuszać.

Kiedy dostaniecie w swoje górne odnóża ociosanego ucznia, dozna szoku, że nie otrzyma notatki – gotowca. Dajcie mu wolność wyboru – własne czy narzucone notatki? Na pewno znajdą się tacy, którzy początkowo będą chcieli „na leniwca” 😊. Mogę jednak Was zapewnić (po kilku latach praktyki), że szybko pozazdroszczą tym, co to mogą po swojemu.

  1. Najpierw rodzice – pozyskać, nie lekceważyć.

No przecież wiecie, że bez wsparcia rodziców będzie ciężej, a bywa, że nie do udźwignięcia. Poświęć się i spotkaj z najważniejszymi dla Twojego ucznia osobami, zanim wprowadzisz OK zeszyt, przekonaj ich. Przed spotkaniem napisz do nich list, na przykład taki: List. Na spotkaniu pokaż prezentację, znajdziesz ją u mnie w zakładce OK dokumenty . Wysłuchaj ich wątpliwości, zapewnij, że to nie przymus, tylko wybór.

  1. Pokaż uczniom możliwości, przykłady.

Oczywiście nie będą potrafili sami, tak od razu, stworzyć notatki wizualnej czy po prostu swojej. Pomóż, pokaż fajne przykłady. Zaznacz, że to tylko inspiracje, że mogą po swojemu. Mnóstwo notatek wizualnych znajdziesz w zakładce Myślenie wizualne.

  1. Wszystkie punkty powyżej to wielkie uproszczenie. Pamiętaj, że OK zeszyt to narzędzie oceniania kształtującego. Więcej dowiesz się, śledząc dobre praktyki albo po prostu na kursie CEO (jako i ja uczyniłam).

Załączam do wpisu zdjęcia zeszytów. Bo przecież jest ich w sieci za mało – popatrzcie na te notatki, zatrzymajcie się i zachwyćcie 😊Na swoim profilu fajsbukowym rozpoczynam też wyzwanie dla wszystkich okejowiczowych belfrów 😊 Gdzieś wśród zdjęć znajdziecie mój OK zeszyt i metodę zielonego długopisu, tak w ramach urozmaicenia 😊

Dziękuję za doczytanie do końca, jesteś naprawdę OK!