O tym, jak ruszyłam cztery litery i dlaczego

„Panda rhei” – „Wszystko płynie”, jakże ta heraklitowa oczywista oczywistość jest nam bliska. Przecież wiem i ty to wiesz doskonale, że jedyne, co jest pewne w naszym systemie edukacji, to brak pewności i stabilności. Podstawa programowa przeobrażająca się z mniej na bardziej i znowu na mniej, i znowu na bardziej oderwanego od rzeczywistości potworka żyjącego przez kilka lat swoim maluczkim życiem, lektury w „kanonie” (no sorki, ale ciągle nie mogę się pogodzić z pojęciem KANONU) przez które z każdym kolejnym rocznikiem coraz trudniej przebrnąć, chory algorytm finansujący oświatę w zawsze niewystarczającym zakresie i przyprawiający o białą gorączkę naszych lokalnych samorządowców, kreatywni urzędnicy w warszawce i jej odnóżach (to nie błąd ortograficzny, tak ma być, nie mylić z Warszawą) tworzący „wiekopomne” dzieła papierkowe w szale uzasadniania niezbędności swojego stanowiska, żonglujący wedle uważania statusem naszego zawodu… Tak się to toczy od wielu lat, a na pewno już ponad trzydziestu kilku, za tyle mogę ręczyć. No i słabe to jest, bezwzględnie. Ten wpis jednak nie będzie jojczeniem, nie obawiaj się, jojczeniom wszelkim mówię weto i strącam z edukacyjnej planszy, taki misterny mam plan. Zdarza się wszak i przecież, o dzięki głowom oświeconym, moment, w którym bardzo wielu pedagogów, w tym moja skromna, nauczycielska świadomość, otrząsają się, przytomnieją i zaczynają, często w rozpaczy, gorączkowo szukać ratunku. W takim momencie trafiłam na Centrum Edukacji Obywatelskiej i przeżyłam objawienie (nie, to nie jest za duże słowo) numer jeden. Ocenianie Kształtujące stało się dla mnie furtką do nowego życia belferskiego, zmartwychwstałam jako nauczyciel, a zastrzyk energii, który wówczas mi zaaplikowano, uchronił mnie od depresji i wypalenia zawodowego, tak częstych niestety dziś w naszym zawodzie. Odmłodniałam wręcz, hi, hi. Pasja od pewnego czasu zwinięta w kłębek w ciemnym kącie sali polonistycznej rozprostowała kości, przeciągnęła się i z radością rozwinęła zgrabiałe skrzydła. „Gdzie byłaś?” – zapytałam z wyrzutem. „A ty???” – nie pozostała mi dłużna… Ocenianiu Kształtującemu poświęcone od tego momentu było życie moje belferskie, jak i też wiele zakładek tejże strony internetowej.  I tak, przez parę ładnych lat, zgłębiając warsztat nauczyciela „bez ocen”, powoli, ale z Pasją u mojego boku, realizowałam plan „RATUJ DZIECIAKI I SIEBIE”. A  przy pomocy narzędzia, OK zeszytem zwanym, była to czysta rozkosz, nawet nie przyjemność. A gdy przyszedł krach – nie krach, czyli pandemia i zdalna szkoła, ja byłam gotowa. Tak mi się wydawało przynajmniej. Ale ten straszny czas mnie zmienił, jeśli ciebie nie, to zazdroszczę. Tragedie przydarzające się uczniom, rozpacz w rodzinach przyjaciół i znajomych, nie tylko te związane z kresem życia i chorobą, ale też z  końcem zarobku i bezpieczeństwa finansowego, zmieniły moje spojrzenie nie tylko na edukację, ale też na życie i wartości, które stanowią centrum człowieczeństwa. I ponownie nie są to zbyt wielkie słowa. Doświadczenie zdalnej szkoły, niepowtarzalne w swoim wymiarze, po pierwsze, udowodniło mi zasadność Oceniania Kształtującego, pracy bez ocen, pracy nastawionej na rzeczywistą motywację, relacje i Człowieka,  po drugie, pokazało, jak płytko i pobieżnie traktujemy najważniejsze, czym powinien chlubić się Człowiek i co go wyróżnia spośród fauny i flory naszego globu – MYŚLENIE. I tu, przyznam, nie pamiętam dokładnie chwili, w której TO się stało. Dość powiedzieć, że pojawiła się w mojej szkole możliwość poznania czegoś (ale co to jest? –  myślałam wówczas sobie), co nazywano MYŚLENIEM KRYTYCZNYM. Hmmmm… No ok, zobaczę, dedukowałam, myślenie jest mi bliskie, krytyką się nie brzydzę, więc chyba dla mnie.

Bardzo szybko okazało się, że moje wyobrażenie MK ma bardzo niewiele wspólnego z tym , co ONO sobą rzeczywiście reprezentuje. Za to, co skonstatowałam z ekscytacją,  jest bardzo spójne z Ocenianiem Kształtującym, moją belferską miłością i fascynacją. Zapytałam wówczas swoją nauczycielską jaźń – przecież już dbam o relacje, o wsparcie, o różnodność w rozwoju, nieeeee, mam wszystko, co potrzeba, po co mi MK? I nie mam pojęcia, jak to się stało, że wiedziona jakąś bliżej nieokreśloną intuicją zdecydowałam się jednak na zgłębienie obszaru MK. Właśnie – zgłębienie! Zapamiętajcie to słowo!

Po paru skokach organizacyjnych (tak to nazwę), przeszłam  szkolenie  trenerskie 1. stopnia MK, poznałam środowisko, ideę, ludzi – fascynatów MK, w tym Macieja Winiarka. I, wierzcie mi, przeżyłam kolejne objawienie, numer 2, ale na podium ze złotym medalem ex aequo. Nie chodzi „tylko” o relacje! Chodzi o otwartość myślenia, o jego niezależność, a przede wszystkim o KOMPETENCJE,  w jakie wyposażamy uczniów. Kompetencje, o których mówi się, grzmi wręcz, opowiada, ale… w skwierczącej codzienności szkolnej bardzo szybko zapomina! Chodzi o umiejętność logicznego myślenia, odróżniania faktów od opinii, rowiązywania problemów! Przecież wszyscy jojczą (!), że uczniowie nie myślą! Że powtarzają schematy, powielają gotowe rozwiązania, nie potrafią samodzielnie znaleźć do nich drogi! Chodzi o dzieci i młodzież, którzy w większości nie są w stanie sprostać wymaganiom potworka – podstawy programowej, ale z powodzeniem mogą  znaleźć się w  społeczeństwie, wystarczy ich w tym wspierać, a może po prostu nie przeszkadzać. Tak, potrafią doskonale się znaleźć, pod warunkiem, że szkoła przestanie rzeźbić i skrupulatnie układać kłody pod ich przebierającymi do startu nogami. Tak właśnie, powtórzę raz jeszcze – NIE PRZESZKODZI! A może da im nawet skrzydła? A co by było, gdyby szkołę wspominali w dorosłym życiu dobrze? Szkołę, która w gąszczu „wiedzy niezbędnej” dała im przestrzeń do rozwoju? Czy czasem nie staliby się społeczeństwem przyjaznym edukacji, bez jadu skierowanego na nauczycieli po przeżytych szkolnych traumach? Naprawdę tego nie chcemy? Przecież mój uczeń za kilka lat stanie się dorosłym człowiekiem z wyrobioną opinią o szkole. Jeden, drugi, dziesiąty, setny, tysięczny dorosły człowiek, który będzie lub nie wspierał nauczycieli!  Oczywiście, mamy laureatów, nasze korony i chluby, ale jaki procent stanowią? A większość? Większość nas NIE LUBI,  delikatnie rzecz ujmując. Upsss…

Czas jednak Zofia dobijać do brzegu, któym w założeniu tego posta jest MOTYWACJA. Może mi się nawet uda obudzić w jednym, choć jednym nauczycielu, jednej nauczycielce ochotę (nie marzę o pragnieniu) poznania czegoś więcej, czegoś NOWEGO?

Jeśli poszukujecie inspiracji podstawowej, od której ja rozpoczęłam moją drogę w kierunku dobrostanu – zacznijcie od OK. Jeśli jednak chcecie się po prostu rozwijać dalej, czujecie, że wasz uczeń to powinna być myśląca, w tym logicznie 😅, czująca i refleksyjna istota, przyjazna uczeniu się, wyposażona w kompetencje i umiejętności pozwalające im funkcjonować w społeczeństwie, nie, inaczej – pozwalające im po prostu żyć prawdziwie, nie ma innej drogi, jak połączenie Oceniania Kształtującego z Myśleniem Krytycznym. Nie ma, po prostu.

Zachwyt OK i MK przeżywałam dzień w dzień podczas minionego roku szkolnego. Jeśli prokrascynacja mnie nie pokona 😊, opiszę więcej zajęć z wykorzystaniem OK i MK, których byłam świadkiem – tak właśnie, świadkiem, nie „prowadzącym” – bo, rzecz niesamowita, oddaję prowadzenie uczniom!  Tu, na tym blogu, w poprzednim wpisie umieściłam próbkę, bardzo skrótową, a była to sobie lekcja w klasie ósmej, która, mam nadzieję, wstrząśnie wami tak jak mną. No czad, po prostu, niestety, ała, bez moich zasług. To, w jaki sposób ósmoklasiści ZGŁĘBILI (pamiętacie to słowo?) bez mojego udziału zagadnienie, jeszcze nie tak dawno wydawało mi się niemożliwe.

Nie jesteście przekonani? No też kiedyś nie byłam. Dziś trwam w zachwycie i z niecierpliwością wewnętrznego dziecka czekam na początek roku szkolnego, szalona, bo

– „Nigdy nie mów nigdy” (to aluzja do mojego wieku, słusznie dojrzałym zwanego),

– „Nic nas tak bardzo nie okłamuje, jak nasz własny osąd” (Leonardo da Vinci), o tym dowie się każdy krytycznie myślący homo sapiens,

– „Panda rhei” i trzeba z tym sobie poradzić,

– „Koniec ciekawości – to już jest starość” (Valeriu Butulescu), czyli dzieckiem jestem, a jak tam z wami, młodzi kalendarzem?

– „Człowiek staje się najbardziej zmęczony, gdy stoi w miejscu” (chińskie przysłowie) – no byłam tak zmęczona, minęło 😊,

– „Związanego łatwo bić” (ponownie mądrość chińska) – tego właśnie chcesz?

I tak dalej.

Strony, gdzie możesz zajrzeć do OK i MK już masz podlinkowane powyżej.  Na żywo możesz się spotkać z Myśleniem Krytycznym już w sierpniu, bo czeka na ciebie niesamowite, serio, wydarzenie, Festiwal Myślenia Krytycznego. Tam znajdziesz swój przedmiot, wychowawstwo, no w ogóle, żywi 😁, autentyczni nauczyciele praktycy 👩👨, w tym ja 😀 razem z Nieidealną polonistką podzielimy się swoją Pasją i doświadczeniem. Tremę mam jak jasna cholera, bo to mój pierwszy w życiu webinar 😅😱 i na pewno na sekundę przed pomyślę „No po co to tobie było, kobieto???”. Obiecałam sobie jednak, że zrobię wszystko, żeby pokazać moją Pasję i jej wyprostowane, przepiękne skrzydła.

 Rusz, sorki, cztery litery i zrób coś ze swoim belferskim życiem, jako i ja uczyniłam 😍! Skorzystaj z okazji, bo to szansa na nowe życie belferskie, a nie wierzę, że ciebie nie korci 😉.

Belferka Zosia

O braterstwie i przyjaźni jest ten film…

A było to już po nieszczęsnym egzaminie ósmoklasisty, kiedy to brać szkolna, czyli uczniowie i my, gremialnie poszukiwała sensu dalszego przebywania w murach szkoły 😊😅🧐

Wszystko omówione, szlaczek, nawet, o zgrozo, „przerobione”, czas po egzaminie i w dodatku po zdalnej edukacji, młodzież 7 i 8 leży na ławkach, co tu robić??? Jak żyć? Ano tak 👇

Postawy:

  • rozpoznajesz emocje swoje i innych,
  • kwestionujesz oczywistości, własne założenia,

Tekst kultury 👇 „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”🎞  reż. Peter Weir

Cel podany uczniom: Poznasz dzieło filmowe „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” i zinterpretujesz jego przesłanie.

KSU

👉 Z uwagą śledzisz fabułę filmu.

👉Analizujesz postawy bohaterów.

👉 Odważnie i jasno wyrażasz swoją opinię.

👉 Szanujesz zdanie innych.

👉 Pracujesz w grupie zgodnie z poznanymi wcześniej zasadami.

👉  Wyciągasz wnioski.

👉  Formułujesz swoją refleksję.

Przed projekcją filmu:

Most 1 hasło „nauczyciel”.

słowa – szkoła, stres, książki, oceny, wiedza, wymagania, zdenerwowanie, wymagający, wściekły, denerwuje się, nauka, wymagania, nauczanie, praca, zasady, nerwy

(Czy widzicie wspólny mianownik tych wpisów? Czy jest w nim coś przyjemnego???)

pytania – Czy nauczyciele zachowują się zawsze tak jak w szkole? Dlaczego nie wszyscy nauczyciel pomagają uczniom? Czy nauczyciele rozumieją dzisiejszą młodzież? Dlaczego nauczyciele są wymagający? Po co jest nauczyciel? Czy każdy może zostać nauczycielem? Czy nauczyciele są potrzebni? Dlaczego nauczyciele nie traktują uczniów równo? Czy nauczyciel powinien faworyzować uczniów?

porównania – nauczyciel jest jak dyrektor, jak encyklopedia, jak wikipedia, w której zawsze znajdziesz odpowiedź, jak robot, wie wszystko, jak garnek, ciągle się w nim gotuje, jak maszyna, nie patrzy na uczucia, jak książka, jak zasady, jak prawo – bo trzeba go słuchać, żeby nie mieć kłopotów.

Po pojekcji filmu – rutyna „Widzę, myślę, zastanawiam się”

Widzę – odwagę, mocną więź przyjaźni między chłopcami, że przyjaźń jest najważniejsza, braterstwo,

Myślę, że chłopcom było potrzebne stowarzyszenie, że nauczyciel Keating uczy lepiej niż inni nauczyciele, że rodzice powinni pozwalać swoim dzieciom robić to, czego w życiu chcą, gdyby tak było, historia Naila zakończyłaby się inaczej,

Zastanawiam się, czy takie stowarzyszenie miałoby sens w dzisiejszych czasach, dlaczego Neil nie postawił się ojcu, jak by się to potoczyło, gdyby Nail się nie zastrzelił, dlaczego chłopcy postanowili wskrzesić stowarzyszenie, dlaczego nauczyciel został wydalony ze szkoły

Dzięki tym wypowiedziom miałam pewność, że młodzież naprawdę śledziła uważnie fabułę filmu. Rutyna pozwoliła również na refleksję, na przemyślenia uczniów na problemy poruszane w filmie, stała się przyczynkiem do rozmowy na tematy tak bliskie młodemu człowiekowi jak przyjaźń, więź, odwaga w przestrzeni szkoły i w relacjach z bliskimi. Myślę, że dzięki takiej drodze do analizy dzieła filmowego lepiej zapamiętają jego składniki treściowe, problematykę, przestrzeń, w której umiejscowieni zostali bohaterowie, bez konieczności mechanicznego powtarzania tychże elementów.

Rutyna „Różne punkty widzenia”, czyli spróbuj zrozumieć potrzeby i obawy innych.

  1. Dyrektor Akademii Weltona

Chcę kontrolować, potrzebuję władzy.

Boję się, utraty autorytetu, stanowiska.

  1. Nail

Chcę grać w sztukach. Potrzebuję miłości ze strony rodziców, ich akceptacji.

Boję się, że już nigdy więcej nie będę mógł grać.

  1. Nauczyciel John Keating

Chcę, żeby moi uczniowie nauczyli się myśleć.

Boję się, że chłopcy nie zrozumieją lekcji i popełnią błędy w przyszłości.

  1. Rodzice Neila

Chcemy, żeby nasz syn miał ukończoną dobrą szkołę i w przyszłości został lekarzem.

Obawiamy się, że syn porzuci karierę lekarza.

Rozmowy, rozmowy… potoczyły się inaczej, niż sobie to zaplanowałam 😊😱  Młodzież skupiła się na konflikcie Naila z rodzicami i na rozdźwięku między tym, czego pragnął a oczekiwaniami domu. Doszliśmy do analizy potrzeb rodziców, zadziwiające 😊🤔, którzy okazali się nie tacy straszni i źli… Znalazła się przestrzeń na ich zrozumienie, na dociekanie i próbę obiektywnej oceny intencji. Dalej nastąpiło zatrzymanie się na rozdźwięku między intencjami a skutkami działań, często tragicznymi i zupełnie rozmijającymi się z potrzebami. Pojawiło się pytanie, dlaczego tak jest? To skupienie na relacjach z rodzicami potwierdza wagę, jaką stanowi dom w życiu nastolatków. A dom Neila został określony jako rodzina bez relacji 🙄.

Niestety, w dyskusji, w której założyliśmy sobie zrozumienie dla każdej ze stron, nikt nie bronił szkoły, którą uosabiał dyrektor. Żal do szkoły objął również pana Keatinga, który choć z dobrymi intencjami i pasją, według dyskutujących powinien przewidzieć skutki swoich rewolucyjnych metod. Ponownie zadziwiające…

Most 2. Hasło „nauczyciel”

słowa – szkoła, interesujący, dziwny, dobry, wesołość, inny, nauka, szkoła, książka, lekcje,

pytania – Czy nauka bez nauczycieli miałaby sens? Dlaczego nauczycielom zależy? Dlaczego nauczyciel chce być nauczycielem? Czy nauczyciele lubią swoją pracę? Czy każdy może zostać nauczycielem? Jakiego nauczyciela lubisz? Czy ciekawa lekcja wiąże się z wielkim trudem?

Porównania – nauczyciel jest jak rodzic, jak osoba wspierająca, jak opiekun, jak otwarta książka, jak człowiek (!), jak rycerz, mimo zaciętej walki nie poddaje się i walczy do końca.

Kurtyna.

Powyżej macie naprawdę wielki skrót, mnóstwo rzeczy, które zadziały się na zajęciach, pominęłam, bo wyszedłby wpis makaron. Nie opisuję też wszystkich elementów OK. Mam tylko nadzieję, że widzicie wielkie wow, jakie można przeżyć na takich lekcjach, jeśli nie, marne mam pióro, bo to wow było.

Tego i wam na każdych zajęciach życzę.

Belferka Zosia

 

 

Impuls OK

                 Piszę na gorąco po wymianie myśli z fajsbukową znajomą. Gdzieś obie trafiłyśmy na webinar CEO o OK zeszycie https://www.facebook.com/fundacjaCEO/videos/310037160688970 , nie mogła go znaleźć, szukała ratunku i pogawędziłyśmy. Finałem rozmowy było stwierdzenie Eweliny, raczkującej „w temacie”, ale bardzo chętnej do jego pogłębienia, że wszędzie się mówi o OK zeszycie, ale mało się go pokazuje. I wiecie, że miała rację? Odstawiłam przygotowanie zajęć na jutro (i inne takie tam NIESŁYCHANIE WAŻNE ORAZ TERMINOWE prace jak sprawdzanie rozprawek) i zaczęłam przeglądać grupy, posty oraz wpisy, węsząc za zdjęciami przykładowych okejowych zeszytów. I mało! Baaardzo. W zalewie zdjęć niewątpliwie chlubnych praktyk ukierunkowanych na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc., OK zeszyt przycupnął bardzo niszowo. Nie jestem bez winy. W szale ekscytacji nowymi aktywnościami dzieciaków na zdalnym publikowałam przykłady wykorzystania tryliona aplikacji, zapominając, że to, co uczniowie dziergają codziennie w OK zeszytach jest faktycznie świetnym przykładem na aktywizację, zaangażowanie, relacje, emocje, myślenie, samodzielność etc. I każdy, kto spróbował tego narzędzia, potwierdzi, że tak właśnie jest.

Ale przypomniałam sobie też lata swojej przydługiej, nudnawej egzystencji w szkołach różnorakich, kiedy to spędzałam godziny (przeliczane w finale na wieki) na dość bezmyślnym przepisywaniu notatek z tablicy, z podręczników lub pisaniu ich pod dyktando mentorskiego tonu moich nauczycieli. Tak było, jest i będzie, myślałam wtedy. Myślałam tak też, rozpoczynając pracę w szkole. Zawsze jednak, zawsze, uwierzcie, gdzieś głęboko czułam bezsens takich notatek. Najbardziej pamiętam tę jedyną, pozostającą się poza schamatami, którą skwitowała polonistka stwierdzeniem, że to bazgrolenie, głupawe rysunki i strzałki świadczą o mojej niechlujności i niestaranności 😊 (o ironio losu, a w domu mówią o mnie Monika Geller-Monk). I że mam to usunąć, poprawić, napisać tak ładnie jak wszyscy. Moja skandaliczna twórczość dotyczyła epoki romantyzmu, którą pokochałam całym swoim nastoletnim wtedy sercem i popłynęłam, wiedziona podstępnie tą miłością oraz oszukana wpajaną mi przez rodziców samodzielnością. A potem, tak ociosana, wkroczyłam w schematyczny świat belferski. Długo tam tkwiłam. Zbyt i za, ale uwierało mnie ciągle. Aż w końcu, dzięki mądrzejszym i odważniejszym ode mnie belfrom, choć (o dziwo) niekiedy młodszym, zaczęłam odkrywać szerokie wody oceniania kształtującego. I tak dochodzimy do OK zeszytu. Nigdy już – trzy palce na sercu i tfu, na psa urok – nie wrócę do zeszytów, które już, parafazując słowa okejowego guru, Danuty Sterny (możesz Danusi posłuchać tu), po prostu dla mnie umarły i nie zmartwychwstaną 😊

Gdzieś tam po drodze przeszłam roczny kurs OK zeszytu (CEO – polecam, zachwyt pełny) i wiele doświadczeń za mną, ale przede mną, na szczęście, też. Mogę jednak podzielić się paroma odkryciami z początkującymi. Nie będzie to żadne wow, którego nie doświadczycie na przykład na kursie, a raczej świadectwo, że jest tak NAPRAWDĘ, bo to przerobiłam.

  1. To będzie raczej szok, więc nie zmuszać.

Kiedy dostaniecie w swoje górne odnóża ociosanego ucznia, dozna szoku, że nie otrzyma notatki – gotowca. Dajcie mu wolność wyboru – własne czy narzucone notatki? Na pewno znajdą się tacy, którzy początkowo będą chcieli „na leniwca” 😊. Mogę jednak Was zapewnić (po kilku latach praktyki), że szybko pozazdroszczą tym, co to mogą po swojemu.

  1. Najpierw rodzice – pozyskać, nie lekceważyć.

No przecież wiecie, że bez wsparcia rodziców będzie ciężej, a bywa, że nie do udźwignięcia. Poświęć się i spotkaj z najważniejszymi dla Twojego ucznia osobami, zanim wprowadzisz OK zeszyt, przekonaj ich. Przed spotkaniem napisz do nich list, na przykład taki: List. Na spotkaniu pokaż prezentację, znajdziesz ją u mnie w zakładce OK dokumenty . Wysłuchaj ich wątpliwości, zapewnij, że to nie przymus, tylko wybór.

  1. Pokaż uczniom możliwości, przykłady.

Oczywiście nie będą potrafili sami, tak od razu, stworzyć notatki wizualnej czy po prostu swojej. Pomóż, pokaż fajne przykłady. Zaznacz, że to tylko inspiracje, że mogą po swojemu. Mnóstwo notatek wizualnych znajdziesz w zakładce Myślenie wizualne.

  1. Wszystkie punkty powyżej to wielkie uproszczenie. Pamiętaj, że OK zeszyt to narzędzie oceniania kształtującego. Więcej dowiesz się, śledząc dobre praktyki albo po prostu na kursie CEO (jako i ja uczyniłam).

Załączam do wpisu zdjęcia zeszytów. Bo przecież jest ich w sieci za mało – popatrzcie na te notatki, zatrzymajcie się i zachwyćcie 😊Na swoim profilu fajsbukowym rozpoczynam też wyzwanie dla wszystkich okejowiczowych belfrów 😊 Gdzieś wśród zdjęć znajdziecie mój OK zeszyt i metodę zielonego długopisu, tak w ramach urozmaicenia 😊

Dziękuję za doczytanie do końca, jesteś naprawdę OK!

Co ma etos i patriotyzm do kolan

Co ma etos i patriotyzm do kolan, czyli jak wstrząsnąć młodą duszą z finałem w postaci lapbooka

Bywa tak, że całkiem niechcący, mimochodem i przez przypadek odkrywa się coś, co wydawało się niewarte takowego odkrycia. Gdzieś tam wokół zauważasz ekscytację zjawiskiem, widzisz, że inni używają, korzystają, wychwalają, ale ty jesteś sceptykiem, bo wiesz swoje. No i nagle, znienacka i bez ostrzeżenia przeżywasz wow. Tak było ze mną i lapbookiem. Fuj, mówiłam onegdaj, takie tam wyklejanki, strata czasu, żaden konkret. A lubię konkrety. I stara jestem, bądź co bądź. Nie będę bawić się w rysowanki. Ale meandry naszej polskiej rzeczywistości edukacyjnej każdego potrafią przywołać do porządku. A stało się to przy okazji ponownych (czy też na nowo odkrytych) odwiedzin znanego wszystkim covidka wędrowniczka, kiedy to runęły moje kunsztownie opracowane plany realizacji pewnego projektu ogólnopolskiego. O projekcie może innym razem, dość powiedzieć (napisać), że dotyczył pewnego, znanego nam wszystkim, wspaniałego zrywu wolnościowego, jakim było powstanie warszawskie i miał być realizowany w warunkach fizycznie namacalnych, czyli starej, dobrej szkoły stacjonarnej. Motywy, które mną kierowały przy wyborze tego przedsięwzięcia edukacyjno-wychowawczego, zostawmy, bo nie o tym ta historia.

No cóż, akces zgłoszony, machina ruszyła, trzeba i nawet chce się człowiek wywiązać z obietnicy, a tu pandemia i zdalne, covid jego mać. Miało być inaczej! Co tu robić, co tu robić? Tym bardziej, że na ostatnim naszym spotkaniu w realu gawiedź była zdziesiątkowana tak bardzo, że w sali ziało zgrozą i pustką.

No i w wyniku nieprzespanej nocy oraz przeglądania trylionów stron i blogów (o dzięki internecie oraz edukacyjne bóstwa i robotnice belferskie wszelkie) powstały zajęcia o powstaniu, a w ich wyniku lapbooki 😊. Sorki, rzekłam sobie, wyjścia nie ma.

I tu musi nastąpić wyjaśnienie – pierwotnie niniejszy wpis w części dalszej przedstawiał minisprawozdnie z faktycznie odbytych zajęć. Dokonałam jednak przekrętu 🙈 i przyznaję się bez bicia, ewentualnie poddam się karze, licząc na jej łagodny wymiar 😇. Edytowałam post, tak, popełniłam to, uzupełniając o narzędzia myślenia krytycznego, co jest wynikiem mojej ostatniej fascynacji 😊. Narzędzia MK aż się bowiem proszą o wykorzystanie ich przy okazji wypełniania tak niewdzięcznego zadania, jakim jest oswajanie egzotyki powstania.  I tak powstał po prostu scenariusz, z którego możecie skorzystać, jeśli wyda się tego godny 😊.

  1. Cel i NacCoBeZu

Oczywiście, podaję, gotowe możecie pobrać stąd: NaCoBeZu – literatura powstania warszawskiego

Jest to jednak tylko wersja dla ucznia, bo mi chodzi o wiele więcej, Nie będę jednak prowokowała nastolatów ogłoszeniami typu: Teraz kształtujemy umiejętność rozpoznawania swoich i innych emocje i potrzeby, rozwiązywania problemów oraz przewtarzania informacji. Bo zaraz się młódź zaprze kopytami, żeby nie dać się kształtować. Więc lepiej niech to zostanie moją słodką tajemnicą.

Zaraz potem rozgrzewka, czyli MOST 1 3 słowa, dwa pytania i jedno porównanie lub metafora do hasła „powstanie warszawskie” (5-8 minut). Zbieram to w obszarze współpracy OneNote, na tablicy Jamboard (na zdalnym) lub po prostu na moich ukochanych samoprzylepnych karteczkach (ech, tęsknięęęę).

I już wszyscy wiemy, co na temat powstania młodzież wie i z czym się ono kojarzy. Tadam!

  1. Najpierw zszokować, poruszyć, czyli obudzić z wirtualnego snu.

Jak dotrzeć z powstaniem warszawskim do nastków? Żeby nie z przymusu, lecz z własnej woli nie tylko coś zrobili , ale jeszcze się do tego przyłożyli?  Żeby porzucili (choć na moment) instagramowo-fejsbukowe wiwisekcje i uznali, że to zajewaste, zmyślne i w ogóle wypas? Żeby uznali, że może nie tylko Wieśka można lofciać? Hi, hi, wysilcie się i popytajcie, co to za Wiesiek 😉! Najwyżej zapytajcie, to podpowiem. Otóż, niech coś obejrzą i czegoś posłuchają. Lub lepiej w odwrotnej kolejności. Lub równocześnie.

A posłuchać i obejrzeć mogą to:

Lao Che – „Godzina W” 

I to:

„Bilon” – „Sierpniowe niebo”  

Chwilę pogaduchy o piosenkach (całkiem już rozmowni będą, myślę), a ja na stół wykładam to:

Ania Iwanek & Pati Sokół – „Miasto” 

Oooo, a tu już pojawia się element bardzo interesujący dla człowieka z burzą hormonalną, prawda? Aaaaaach, miłość…

 I o to chodzi!

  1. Co jest ważne, więc czas na wartości

Wartości to rzecz tajemnicza bardzo dla naszych młodych ludzi. Jak o tym rozmawiać, znajdziecie dziesiątki propozycji w grupach edukacyjnych. Ja nie proponuję rewelacji, tylko pogaduchy, do których wstępem będzie:

„Dziewczyna z granatem” 

I wypowiedzi o tym, jak żyć: https://www.youtube.com/watch?v=j93NQu0G2fM

  1. Dalej rozmawiamy o tym, jak to jest być dzieckiem i co w tym byciu człowieka denerwuje. A denerwuje mnóstwo! Że tobie każą wciąż, że nie słuchają, że za mało tego czy tamtego.

Tu przydatna będzie rutyna MK: Pomyśl…Znajdź parę…Podziel się…, która nie tylko wymaga uważnego słuchania, ale też pomoże w werbalizacji przemyśleń, pozwoli na porównanie ich do tego, co myśli towarzysz niedoli,, buduje relacje, bo przecież w końcu okazuje się, że wszyscy wędrujemy przez życie w podobnych butach😊

 I wtedy między młode oczy uderzam tym:

Dzieci powstania warszawskiego 

I jeszcze:

„Dziś idę walczyć, mamo” 

W tym momencie mam pewność, że powstanie poruszyło i czas na literaturę.

  1. Co z tą literaturą powstańczą?

Otóż nic! Po prostu przygotowałam utwory, z których możecie skorzystać również:

Baczyński wiersz 1. Baczyński wiersz 2. Baczyński wiersz 3.  Baczyński wiersz 4.

Ziele na kraterze – powstanie i list do Krysi Ognie, Popiół, epilog- fragmenty zgodne książką

Z tym, że Wańkowicza proponuję podzielić na kilka fragmentów.

Następnie (o zgrozo!) zapoznaję z lapbookami, bo, jak już wspomniałam zupełnie na początku, do tej pory broniłam się dzielnie przed tą formą, a więc moi podpieczni  byli jak dzieci we mgle, a dzieci to nawet nie w przenośni. Skorzystałam z propozycji Edukreatywnych, choć zapowiedziałam, że to tylko jedna z możliwości. Lapbook od  Edukreatwnych znajdziecie tu: LAPBOOK O LEKTURZE

  1. I głęboka woda – wybierz swój utwór, szukaj informacji i analizuj według „wytycznych” do lapbooka samodzielnie.

Właśnie, dalej już nic po mnie. Młode dusze przeglądają utwory, wybierają po jednym dla siebie i takie już poruszone, ze wspomnieniami powstańczymi wgłębiają się w teksty. Bo już przecież wiedzą, co to powstanie!

Efekty, czyli lapbooki były w wyniku tej, faktycznie przeze mnie zrealizowanej lekcji, różnorodne, wyraźnie samodzielnie wykonane, miejscami zaskakujące, ale wszystkie wspaniałe. Dzięki niektórym młode dusze ujawniły swoje talenty do wyciągania wniosków, a i zamiłowania  plastyczne . Część  nich załączam w postaci zdjęć, ale z wiadomych względów sa już pootwierane, bo za dużo by tego było. I podzielę się tu sekrecikiem, że wykonał je zespół, który (w większości) raczej nie wiąże swojej wspaniałej przyszłości z pogłębieniem swojej wiedzy o literaturze 😂. Delikatnie rzecz ujmując.

A ponieważ lapbook  to w wolnym tłumaczeniu „książka na kolanach”, wyjaśnił się niniejszym tytuł mojego wpisu. Dla niewtajemniczonych  lapbook jest czymś w rodzaju teczki tematycznej, w której możemy umieścić wiadomości na wybrany temat. To wszystko umieszczone jest w kieszonkach, książeczkach, kopertach i na różnego rodzaju karteczkach. Teraz jestem pewna, że lapbooki dają nam

–  utrwalenie i uporządkowanie materiału,

– samodzielność w działaniu,

– naukę cierpliwości, systematyczności,

– ćwiczenie koncentracji,

– rozwijanie przeróżnych umiejętności (czytania, pisania, logicznego myślenia, koncentracji, kreatywności, korzystania ze źródeł),

– pogłębienie wiedzy z tematu.

Na koniec wisienka na torcie, czyli  MOST 2, oczywiście ponownie hasło „powstanie warszawskie”. Wtedy właśnie dowiadujemy się, co nasze fajerwerki dały i co się takiego zadziało w młodych duszach. MK rządzi, jeśli chodzi o podsumowania i sprawdzanie zmian 😊

To pisałam ja, fanka nie tylko oceniania kształtującego i myślenia krytycznego, ale też od niedawna lapbooków 😊, czego i wam życzę, jeśli dotrwaliście do końca.

Belferka Zosia

1