O tym, jak ruszyłam cztery litery i dlaczego

„Panda rhei” – „Wszystko płynie”, jakże ta heraklitowa oczywista oczywistość jest nam bliska. Przecież wiem i ty to wiesz doskonale, że jedyne, co jest pewne w naszym systemie edukacji, to brak pewności i stabilności. Podstawa programowa przeobrażająca się z mniej na bardziej i znowu na mniej, i znowu na bardziej oderwanego od rzeczywistości potworka żyjącego przez kilka lat swoim maluczkim życiem, lektury w „kanonie” (no sorki, ale ciągle nie mogę się pogodzić z pojęciem KANONU) przez które z każdym kolejnym rocznikiem coraz trudniej przebrnąć, chory algorytm finansujący oświatę w zawsze niewystarczającym zakresie i przyprawiający o białą gorączkę naszych lokalnych samorządowców, kreatywni urzędnicy w warszawce i jej odnóżach (to nie błąd ortograficzny, tak ma być, nie mylić z Warszawą) tworzący „wiekopomne” dzieła papierkowe w szale uzasadniania niezbędności swojego stanowiska, żonglujący wedle uważania statusem naszego zawodu… Tak się to toczy od wielu lat, a na pewno już ponad trzydziestu kilku, za tyle mogę ręczyć. No i słabe to jest, bezwzględnie. Ten wpis jednak nie będzie jojczeniem, nie obawiaj się, jojczeniom wszelkim mówię weto i strącam z edukacyjnej planszy, taki misterny mam plan. Zdarza się wszak i przecież, o dzięki głowom oświeconym, moment, w którym bardzo wielu pedagogów, w tym moja skromna, nauczycielska świadomość, otrząsają się, przytomnieją i zaczynają, często w rozpaczy, gorączkowo szukać ratunku. W takim momencie trafiłam na Centrum Edukacji Obywatelskiej i przeżyłam objawienie (nie, to nie jest za duże słowo) numer jeden. Ocenianie Kształtujące stało się dla mnie furtką do nowego życia belferskiego, zmartwychwstałam jako nauczyciel, a zastrzyk energii, który wówczas mi zaaplikowano, uchronił mnie od depresji i wypalenia zawodowego, tak częstych niestety dziś w naszym zawodzie. Odmłodniałam wręcz, hi, hi. Pasja od pewnego czasu zwinięta w kłębek w ciemnym kącie sali polonistycznej rozprostowała kości, przeciągnęła się i z radością rozwinęła zgrabiałe skrzydła. „Gdzie byłaś?” – zapytałam z wyrzutem. „A ty???” – nie pozostała mi dłużna… Ocenianiu Kształtującemu poświęcone od tego momentu było życie moje belferskie, jak i też wiele zakładek tejże strony internetowej.  I tak, przez parę ładnych lat, zgłębiając warsztat nauczyciela „bez ocen”, powoli, ale z Pasją u mojego boku, realizowałam plan „RATUJ DZIECIAKI I SIEBIE”. A  przy pomocy narzędzia, OK zeszytem zwanym, była to czysta rozkosz, nawet nie przyjemność. A gdy przyszedł krach – nie krach, czyli pandemia i zdalna szkoła, ja byłam gotowa. Tak mi się wydawało przynajmniej. Ale ten straszny czas mnie zmienił, jeśli ciebie nie, to zazdroszczę. Tragedie przydarzające się uczniom, rozpacz w rodzinach przyjaciół i znajomych, nie tylko te związane z kresem życia i chorobą, ale też z  końcem zarobku i bezpieczeństwa finansowego, zmieniły moje spojrzenie nie tylko na edukację, ale też na życie i wartości, które stanowią centrum człowieczeństwa. I ponownie nie są to zbyt wielkie słowa. Doświadczenie zdalnej szkoły, niepowtarzalne w swoim wymiarze, po pierwsze, udowodniło mi zasadność Oceniania Kształtującego, pracy bez ocen, pracy nastawionej na rzeczywistą motywację, relacje i Człowieka,  po drugie, pokazało, jak płytko i pobieżnie traktujemy najważniejsze, czym powinien chlubić się Człowiek i co go wyróżnia spośród fauny i flory naszego globu – MYŚLENIE. I tu, przyznam, nie pamiętam dokładnie chwili, w której TO się stało. Dość powiedzieć, że pojawiła się w mojej szkole możliwość poznania czegoś (ale co to jest? –  myślałam wówczas sobie), co nazywano MYŚLENIEM KRYTYCZNYM. Hmmmm… No ok, zobaczę, dedukowałam, myślenie jest mi bliskie, krytyką się nie brzydzę, więc chyba dla mnie.

Bardzo szybko okazało się, że moje wyobrażenie MK ma bardzo niewiele wspólnego z tym , co ONO sobą rzeczywiście reprezentuje. Za to, co skonstatowałam z ekscytacją,  jest bardzo spójne z Ocenianiem Kształtującym, moją belferską miłością i fascynacją. Zapytałam wówczas swoją nauczycielską jaźń – przecież już dbam o relacje, o wsparcie, o różnodność w rozwoju, nieeeee, mam wszystko, co potrzeba, po co mi MK? I nie mam pojęcia, jak to się stało, że wiedziona jakąś bliżej nieokreśloną intuicją zdecydowałam się jednak na zgłębienie obszaru MK. Właśnie – zgłębienie! Zapamiętajcie to słowo!

Po paru skokach organizacyjnych (tak to nazwę), przeszłam  szkolenie  trenerskie 1. stopnia MK, poznałam środowisko, ideę, ludzi – fascynatów MK, w tym Macieja Winiarka. I, wierzcie mi, przeżyłam kolejne objawienie, numer 2, ale na podium ze złotym medalem ex aequo. Nie chodzi „tylko” o relacje! Chodzi o otwartość myślenia, o jego niezależność, a przede wszystkim o KOMPETENCJE,  w jakie wyposażamy uczniów. Kompetencje, o których mówi się, grzmi wręcz, opowiada, ale… w skwierczącej codzienności szkolnej bardzo szybko zapomina! Chodzi o umiejętność logicznego myślenia, odróżniania faktów od opinii, rowiązywania problemów! Przecież wszyscy jojczą (!), że uczniowie nie myślą! Że powtarzają schematy, powielają gotowe rozwiązania, nie potrafią samodzielnie znaleźć do nich drogi! Chodzi o dzieci i młodzież, którzy w większości nie są w stanie sprostać wymaganiom potworka – podstawy programowej, ale z powodzeniem mogą  znaleźć się w  społeczeństwie, wystarczy ich w tym wspierać, a może po prostu nie przeszkadzać. Tak, potrafią doskonale się znaleźć, pod warunkiem, że szkoła przestanie rzeźbić i skrupulatnie układać kłody pod ich przebierającymi do startu nogami. Tak właśnie, powtórzę raz jeszcze – NIE PRZESZKODZI! A może da im nawet skrzydła? A co by było, gdyby szkołę wspominali w dorosłym życiu dobrze? Szkołę, która w gąszczu „wiedzy niezbędnej” dała im przestrzeń do rozwoju? Czy czasem nie staliby się społeczeństwem przyjaznym edukacji, bez jadu skierowanego na nauczycieli po przeżytych szkolnych traumach? Naprawdę tego nie chcemy? Przecież mój uczeń za kilka lat stanie się dorosłym człowiekiem z wyrobioną opinią o szkole. Jeden, drugi, dziesiąty, setny, tysięczny dorosły człowiek, który będzie lub nie wspierał nauczycieli!  Oczywiście, mamy laureatów, nasze korony i chluby, ale jaki procent stanowią? A większość? Większość nas NIE LUBI,  delikatnie rzecz ujmując. Upsss…

Czas jednak Zofia dobijać do brzegu, któym w założeniu tego posta jest MOTYWACJA. Może mi się nawet uda obudzić w jednym, choć jednym nauczycielu, jednej nauczycielce ochotę (nie marzę o pragnieniu) poznania czegoś więcej, czegoś NOWEGO?

Jeśli poszukujecie inspiracji podstawowej, od której ja rozpoczęłam moją drogę w kierunku dobrostanu – zacznijcie od OK. Jeśli jednak chcecie się po prostu rozwijać dalej, czujecie, że wasz uczeń to powinna być myśląca, w tym logicznie 😅, czująca i refleksyjna istota, przyjazna uczeniu się, wyposażona w kompetencje i umiejętności pozwalające im funkcjonować w społeczeństwie, nie, inaczej – pozwalające im po prostu żyć prawdziwie, nie ma innej drogi, jak połączenie Oceniania Kształtującego z Myśleniem Krytycznym. Nie ma, po prostu.

Zachwyt OK i MK przeżywałam dzień w dzień podczas minionego roku szkolnego. Jeśli prokrascynacja mnie nie pokona 😊, opiszę więcej zajęć z wykorzystaniem OK i MK, których byłam świadkiem – tak właśnie, świadkiem, nie „prowadzącym” – bo, rzecz niesamowita, oddaję prowadzenie uczniom!  Tu, na tym blogu, w poprzednim wpisie umieściłam próbkę, bardzo skrótową, a była to sobie lekcja w klasie ósmej, która, mam nadzieję, wstrząśnie wami tak jak mną. No czad, po prostu, niestety, ała, bez moich zasług. To, w jaki sposób ósmoklasiści ZGŁĘBILI (pamiętacie to słowo?) bez mojego udziału zagadnienie, jeszcze nie tak dawno wydawało mi się niemożliwe.

Nie jesteście przekonani? No też kiedyś nie byłam. Dziś trwam w zachwycie i z niecierpliwością wewnętrznego dziecka czekam na początek roku szkolnego, szalona, bo

– „Nigdy nie mów nigdy” (to aluzja do mojego wieku, słusznie dojrzałym zwanego),

– „Nic nas tak bardzo nie okłamuje, jak nasz własny osąd” (Leonardo da Vinci), o tym dowie się każdy krytycznie myślący homo sapiens,

– „Panda rhei” i trzeba z tym sobie poradzić,

– „Koniec ciekawości – to już jest starość” (Valeriu Butulescu), czyli dzieckiem jestem, a jak tam z wami, młodzi kalendarzem?

– „Człowiek staje się najbardziej zmęczony, gdy stoi w miejscu” (chińskie przysłowie) – no byłam tak zmęczona, minęło 😊,

– „Związanego łatwo bić” (ponownie mądrość chińska) – tego właśnie chcesz?

I tak dalej.

Strony, gdzie możesz zajrzeć do OK i MK już masz podlinkowane powyżej.  Na żywo możesz się spotkać z Myśleniem Krytycznym już w sierpniu, bo czeka na ciebie niesamowite, serio, wydarzenie, Festiwal Myślenia Krytycznego. Tam znajdziesz swój przedmiot, wychowawstwo, no w ogóle, żywi 😁, autentyczni nauczyciele praktycy 👩👨, w tym ja 😀 razem z Nieidealną polonistką podzielimy się swoją Pasją i doświadczeniem. Tremę mam jak jasna cholera, bo to mój pierwszy w życiu webinar 😅😱 i na pewno na sekundę przed pomyślę „No po co to tobie było, kobieto???”. Obiecałam sobie jednak, że zrobię wszystko, żeby pokazać moją Pasję i jej wyprostowane, przepiękne skrzydła.

 Rusz, sorki, cztery litery i zrób coś ze swoim belferskim życiem, jako i ja uczyniłam 😍! Skorzystaj z okazji, bo to szansa na nowe życie belferskie, a nie wierzę, że ciebie nie korci 😉.

Belferka Zosia

O braterstwie i przyjaźni jest ten film…

A było to już po nieszczęsnym egzaminie ósmoklasisty, kiedy to brać szkolna, czyli uczniowie i my, gremialnie poszukiwała sensu dalszego przebywania w murach szkoły 😊😅🧐

Wszystko omówione, szlaczek, nawet, o zgrozo, „przerobione”, czas po egzaminie i w dodatku po zdalnej edukacji, młodzież 7 i 8 leży na ławkach, co tu robić??? Jak żyć? Ano tak 👇

Postawy:

  • rozpoznajesz emocje swoje i innych,
  • kwestionujesz oczywistości, własne założenia,

Tekst kultury 👇 „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”🎞  reż. Peter Weir

Cel podany uczniom: Poznasz dzieło filmowe „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” i zinterpretujesz jego przesłanie.

KSU

👉 Z uwagą śledzisz fabułę filmu.

👉Analizujesz postawy bohaterów.

👉 Odważnie i jasno wyrażasz swoją opinię.

👉 Szanujesz zdanie innych.

👉 Pracujesz w grupie zgodnie z poznanymi wcześniej zasadami.

👉  Wyciągasz wnioski.

👉  Formułujesz swoją refleksję.

Przed projekcją filmu:

Most 1 hasło „nauczyciel”.

słowa – szkoła, stres, książki, oceny, wiedza, wymagania, zdenerwowanie, wymagający, wściekły, denerwuje się, nauka, wymagania, nauczanie, praca, zasady, nerwy

(Czy widzicie wspólny mianownik tych wpisów? Czy jest w nim coś przyjemnego???)

pytania – Czy nauczyciele zachowują się zawsze tak jak w szkole? Dlaczego nie wszyscy nauczyciel pomagają uczniom? Czy nauczyciele rozumieją dzisiejszą młodzież? Dlaczego nauczyciele są wymagający? Po co jest nauczyciel? Czy każdy może zostać nauczycielem? Czy nauczyciele są potrzebni? Dlaczego nauczyciele nie traktują uczniów równo? Czy nauczyciel powinien faworyzować uczniów?

porównania – nauczyciel jest jak dyrektor, jak encyklopedia, jak wikipedia, w której zawsze znajdziesz odpowiedź, jak robot, wie wszystko, jak garnek, ciągle się w nim gotuje, jak maszyna, nie patrzy na uczucia, jak książka, jak zasady, jak prawo – bo trzeba go słuchać, żeby nie mieć kłopotów.

Po pojekcji filmu – rutyna „Widzę, myślę, zastanawiam się”

Widzę – odwagę, mocną więź przyjaźni między chłopcami, że przyjaźń jest najważniejsza, braterstwo,

Myślę, że chłopcom było potrzebne stowarzyszenie, że nauczyciel Keating uczy lepiej niż inni nauczyciele, że rodzice powinni pozwalać swoim dzieciom robić to, czego w życiu chcą, gdyby tak było, historia Naila zakończyłaby się inaczej,

Zastanawiam się, czy takie stowarzyszenie miałoby sens w dzisiejszych czasach, dlaczego Neil nie postawił się ojcu, jak by się to potoczyło, gdyby Nail się nie zastrzelił, dlaczego chłopcy postanowili wskrzesić stowarzyszenie, dlaczego nauczyciel został wydalony ze szkoły

Dzięki tym wypowiedziom miałam pewność, że młodzież naprawdę śledziła uważnie fabułę filmu. Rutyna pozwoliła również na refleksję, na przemyślenia uczniów na problemy poruszane w filmie, stała się przyczynkiem do rozmowy na tematy tak bliskie młodemu człowiekowi jak przyjaźń, więź, odwaga w przestrzeni szkoły i w relacjach z bliskimi. Myślę, że dzięki takiej drodze do analizy dzieła filmowego lepiej zapamiętają jego składniki treściowe, problematykę, przestrzeń, w której umiejscowieni zostali bohaterowie, bez konieczności mechanicznego powtarzania tychże elementów.

Rutyna „Różne punkty widzenia”, czyli spróbuj zrozumieć potrzeby i obawy innych.

  1. Dyrektor Akademii Weltona

Chcę kontrolować, potrzebuję władzy.

Boję się, utraty autorytetu, stanowiska.

  1. Nail

Chcę grać w sztukach. Potrzebuję miłości ze strony rodziców, ich akceptacji.

Boję się, że już nigdy więcej nie będę mógł grać.

  1. Nauczyciel John Keating

Chcę, żeby moi uczniowie nauczyli się myśleć.

Boję się, że chłopcy nie zrozumieją lekcji i popełnią błędy w przyszłości.

  1. Rodzice Neila

Chcemy, żeby nasz syn miał ukończoną dobrą szkołę i w przyszłości został lekarzem.

Obawiamy się, że syn porzuci karierę lekarza.

Rozmowy, rozmowy… potoczyły się inaczej, niż sobie to zaplanowałam 😊😱  Młodzież skupiła się na konflikcie Naila z rodzicami i na rozdźwięku między tym, czego pragnął a oczekiwaniami domu. Doszliśmy do analizy potrzeb rodziców, zadziwiające 😊🤔, którzy okazali się nie tacy straszni i źli… Znalazła się przestrzeń na ich zrozumienie, na dociekanie i próbę obiektywnej oceny intencji. Dalej nastąpiło zatrzymanie się na rozdźwięku między intencjami a skutkami działań, często tragicznymi i zupełnie rozmijającymi się z potrzebami. Pojawiło się pytanie, dlaczego tak jest? To skupienie na relacjach z rodzicami potwierdza wagę, jaką stanowi dom w życiu nastolatków. A dom Neila został określony jako rodzina bez relacji 🙄.

Niestety, w dyskusji, w której założyliśmy sobie zrozumienie dla każdej ze stron, nikt nie bronił szkoły, którą uosabiał dyrektor. Żal do szkoły objął również pana Keatinga, który choć z dobrymi intencjami i pasją, według dyskutujących powinien przewidzieć skutki swoich rewolucyjnych metod. Ponownie zadziwiające…

Most 2. Hasło „nauczyciel”

słowa – szkoła, interesujący, dziwny, dobry, wesołość, inny, nauka, szkoła, książka, lekcje,

pytania – Czy nauka bez nauczycieli miałaby sens? Dlaczego nauczycielom zależy? Dlaczego nauczyciel chce być nauczycielem? Czy nauczyciele lubią swoją pracę? Czy każdy może zostać nauczycielem? Jakiego nauczyciela lubisz? Czy ciekawa lekcja wiąże się z wielkim trudem?

Porównania – nauczyciel jest jak rodzic, jak osoba wspierająca, jak opiekun, jak otwarta książka, jak człowiek (!), jak rycerz, mimo zaciętej walki nie poddaje się i walczy do końca.

Kurtyna.

Powyżej macie naprawdę wielki skrót, mnóstwo rzeczy, które zadziały się na zajęciach, pominęłam, bo wyszedłby wpis makaron. Nie opisuję też wszystkich elementów OK. Mam tylko nadzieję, że widzicie wielkie wow, jakie można przeżyć na takich lekcjach, jeśli nie, marne mam pióro, bo to wow było.

Tego i wam na każdych zajęciach życzę.

Belferka Zosia

 

 

Życzę nam życzliwości

Życzę nam życzliwości

Bywa, że godziny wychowawcze są traktowane po macoszemu. Naprawdę. Podejrzewam, że Ty, czytelniku, jesteś nauczycielem KTÓREMU ZALEŻY, wchodzisz na blogi edukacyjne, śledzisz praktyki innych, KTÓRYM ZALEŻY, więc może nawet nie wiesz, jak drętwe i nijakie potrafią być te 45 minut. A potrafią, wierz mi. Matka recydywistka oraz stara belferka to pisze. Uwierz, że są wychowawcy, którzy cieszą się, kiedy przepadnie im to z założenia intymne (tak właśnie, nie pomyliłam się, to jest właściwe słowo) spotkanie z klasą, zachwyceni są „filharmonią”, szkolnym apelem czy też po prostu zbliżającym się końcem półrocza, bo wtedy – ha! – można porozliczać dusze z ich potknięć. No ja też, niestety, bywałam takim wychowawcą (w tym momencie biję się w piersi i „moja wina, moja wielka wina” powtarzam), ale… to było kiedyś i bardzo tego żałuję. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z zawodem, wcale, ale to wcale nie wiedziałam, co to znaczy być nauczycielem. Nie, nie nauczyli tego na studiach, kursach ani podyplomówkach. Według mnie, mimo trylionów kierunków kształcących pedagogów, nadal nie uczą. Tego akurat musi nauczyciel nauczyć się sam. I ma duże szanse, pod warunkiem, że należy do tych, KTÓRYM SIĘ CHCE.

Godzina wychowawcza to jedyna, szczególna i niepowtarzalna okazja, żeby dołączyć do tych, KTÓRYM SIĘ CHCE. I wymaga wysiłku, no cóż. Niejednokrotnie większego niż przygotowanie lekcji przedmiotowej. Na przedmiocie ostatecznie, jeśli nie da rady inaczej, otworzą duszyczki podręczniki czy tam ćwiczenia i będą coś dziergać za twoim przyzwoleniem. Na godzinie wychowawczej się tak nie da. I całe szczęście. Całe szczęście, że musisz się do niej naprawdę przygotować. Przemyśleć, o czym chcesz rozmawiać z duszami. Czego się o nich i od nich dowiedzieć. W czym im pomóc – bo przecież od tego jesteś, wiesz przecież o tym. I bywa, że trzeba przydepnąć ciężkim butem tzw. „program wychowawczo-profilaktyczny” albo „tematykę godzin wychowawczych”, bo tu i teraz widzisz problem, którego nie można zamieść pod dywan, który nie może poczekać, aż będzie po filharmonii. Wtedy najwyżej napisz cośtamcośtam wymagane przez plan w dzienniku i rób swoje!

Scenariuszy godzin wychowawczych jest tysiące, łatwo znajdziesz je sieci, trochę trudniej w książkach i możesz, rzecz jasna, skopiować ten czy inny schemat. Wtedy może nawet lekcja wyjdzie. Przez przypadek. Oczywiście, też tak robiłam.  Przeszłam wszystkie fazy/etapy wtajemniczenia wychowawcy. Na mojej drodze znalazłam wspaniałe na oko projekty i programy, które wychodzily lepiej lub gorzej. Zawsze jednak były to scenariusze „zafiksowane” – tak je nazywam – bo zakładały, że duszyczka postąpi tak, a nie inaczej (w różnych wariantach). A co, jeśli postawić na żywioł? Na strumień świadomości dzieciaków, który może okazać się dla ciebie kopalnią wiedzy o młodym człowieku? Który wskaże tobie i duszyczkom, czego tak naprawdę potrzebujecie, czego nie wiecie, a co koniecznie trzeba załatwić? Otóż, jest taka możliwość, została przeze mnie odkryta całkiem niedawno i pozostaję w zachwycie, bo zastosowałam, przeżyłam, przerobiłam już w momencie powstawania tego postu parę ładnych razy.

Czas na konkret, wiem. Taką możliwość stwarza myślenie krytyczne. Nie opiszę wszystkich lekcji, to oczywiste. Podam jeden, konkretny przykład lekcji wychowawczej w klasie czwartej z zastosowaniem rutyn myślenia krytycznego. Wówczas przeżyłam wielkie wow, choć po cudownej klasie ósmej, z którą się nie tak dawno pożegnałam, nie spodziewałam się tak szybkiego zachwycenia. Nie przypuszczałam, że „maluchy” mogą też mnie tak poruszyć, wydawało mi się do tej pory, że lepiej dogaduję się ze starszakami. A tu okazało się, że dzięki myśleniu krytycznemu mogę zastosować narzędzia, które są niezastąpione w realizacji godzin wychowawczych i nie tylko poprowadzą nas przez lekcję, ale też pozwolą mi otworzyć się na moją klasę czwartą. Nawet bardziej niż narzędzia OK, których jestem fanką i które wykorzystuję na każdej lekcji przedmiotowej. Jednak na godzinie wychowawczej nie chcę podawać na przykład celu i kryteriów sukcesu, jakoś to formalizuje spotkanie z dziećmi, a zależy mi na tym, żeby było swobodnie, ciepło, „domowo” i otwierająco.

Lekcja wychowawcza – klasa 4 – „Życzmy sobie życzliwości”

Kształtowane postawy:

– rozpoznajesz swoje i innych emocje (potrzeby),

– potrafisz przetwarzać informacje,

– myślisz o konsekwencjach,

– potrafisz rozwiązywać problemy.

Wartością, o której rozmawialiśmy w czasie zajęć, była życzliwość

  1. Na początku zastosowałam rutynę Most 1., hasło: „życzliwość” (praca w pokojach na Teams, rezultaty dzieci wpisywały w obszarze współpracy w OneNote, przykładowe zdjęcia poniżej – ponieważ są to oryginalne wpisy dzieci, znajdziecie tam błędy. Kolejne rutyny również znalazły finał w OneNote).

Przykładowe wpisy dzieci:

3 słowakoleżeństwo, oddanie, dobro, miły, pomocny, przyjacielski, uczynny, życzliwy,

2 pytaniaCzym jest życzliwość? Po co jest życzliwość? Co to znaczy życzliwy? Jak się nazywa osoba, która służy pomocą? Jacy ludzie są życzliwi? Co to jest życzliwość?

1 porównanie/metaforaŻyczliwość jest jak dobro człowieka / jak dobra wróżka.

  1. Potem przeczytaliśmy opowiadanie Pawła Boręsewicza „System” z tomiku „Gorzka czekolada” (jeśli jeszcze ta pozycja nie została przez ciebie odkryta, polecam!), w którym mieszkańcy pewnego miasteczka byli dla siebie życzliwi i uprzejmi tylko wtedy, kiedy mieli pewność, że zasilą swój terminal. Osoba, od której nie można było tego uzyskać, stawała się persona non grata i była nie tylko otoczona obojętnością, ale wręcz wrogością.

Dzieci bardzo łatwo rozszyfrowały różnicę między prawdziwą życzliwością a tą z opowiadania. W czasie rozmowy doszły do wniosku, że naprawdę życzliwa była tylko staruszka z innego miasta, która nie miała terminalu i bezinteresownie pomogła głównemu bohaterowi w opresji.

  1. Kolejnym materiałem do rozważań na temat życzliwości był znany w sieci filmik o jeżyku 🦔, z którym nikt nie mógł przebywać, bo kłuł  😨, znajdziesz go tu: https://www.youtube.com/watch?v=slEi9jzwJlM

Po obejrzeniu filmiku dzieci przekazały swoje przemyślenia za pomocą rutyny „Widzę…, Myślę…, Zastanawiam się…”.

Przykładowe wpisy to:

Widzę, że klasa była życzliwa dla jeżyka / że jeżyk ma życzliwych przyjaciół.

Myślę, że dobrze postapili / że wiewiórka postapiła dobrze.

Zastanawiam się, jak by to było na miejscu jeżyka / czy gdyby nie wiewiórka, jeż byłby smutny.

Czego się dzięki tej rutynie dowiedziałam? Otóż, wrażenia dzieci wyraźnie nie tylko odnosiły się do życzliwości, którą odnalazły (!) w zachowaniu zwierzątek, ale próbowały się też wczuć w sytuację jeżyka. Pojawiło się zastanowienie nad tym, jak prawdziwa życzliwość może pomóc w smutku i potrzebie 🙄 . Czyli wiedzieliśmy już, że ta wartość jest bardzo szczególna, że niesie ze sobą nie ogólne i różnie pojmowane dobro, ale poprawia nam nastrój, wyprowadza ze smutku.

  1. Teraz przyszedł czas na działanie – mieliśmy za zadanie za pomocą dostępnych wokół nas tu i teraz przedmiotów przygotować domek dla życzliwości. Ależ pojawiły się domki 🏡 Przytulne, cieplutkie, mięciutkie i z wygodami. Pojawił się też dom z klocków lego ze strażnikami 😊! A sama życzliwość? Otóż jest puchata, milutka i kolorowa  🟣🔵🟢🟡🟠(zobaczcie na zdjęciach!) A po co takie wpaniałe domki? Wiadomo! Żeby życzliwość sawsze chciała z nami mieszkać, żeby nigdy nas nie opuściła.
  2. Na koniec rutyna Most 2. – hasło „życzliwość”.

Przykładowe wpisy dzieci:

3 słowa – oddanie, dobro, szacunek, szczerość, bezinteresowność, dobroć

2 pytania – Jak być życzliwym człowiekiem? Czy jak oczekujesz czegoś w zamian, to jest życzliwość? Dlaczego pomaganie komuś w potrzebie jest ważne?

1 porównanie/metafora – Życzliwość jest jak słodycze / jak puchata przytulanka.

Dzięki Mostom 1. i 2. dostrzegłam pogłębienie zrozumienia przez dzieci wartości, jaką jest życzliwość. W miejsce ogólnych pojęć: koleżeństwo, dobro i określeń: pomocny, przyjacielski pojawiły się szacunek, szczerość, bezinteresowność. Wyraźnie też życzliwość kojarzy się im teraz z czymś przytulastym i słodkim 😊, czyli bardzo pożądanym w tym wieku 😊. Dzieci wiedzą już, co to jest życzliwość, a kolejnym etapem będzie znalezienie odpowiedzi na pojawiające się pytania, m.in. Jak być życzliwym? A do tego doszliśmy już na kolejnym spotkaniu i ułożyliśmy mały poradnik 4i dotyczący życzliwości.

Jak widzisz, trudno przewidzieć drogę, jaką potoczy się myślenie duszyczek prowadzonych rutynami myślenia krytycznego. Na przykład, nie przypuszczałam, że przyjdzie nam kontynuować tę tematykę, a przecież trzeba było, bo pytania o to, jak być życzliwym, nie mogły zostać bez odpowiedzi!

I takiego wow na godzinach wychowawczych sobie oraz tobie życzę 😊

Belferka Zosia

Tojestpierwsze zdjęcie autorstwa Zofia Przystup

Co ma etos i patriotyzm do kolan

Co ma etos i patriotyzm do kolan, czyli jak wstrząsnąć młodą duszą z finałem w postaci lapbooka

Bywa tak, że całkiem niechcący, mimochodem i przez przypadek odkrywa się coś, co wydawało się niewarte takowego odkrycia. Gdzieś tam wokół zauważasz ekscytację zjawiskiem, widzisz, że inni używają, korzystają, wychwalają, ale ty jesteś sceptykiem, bo wiesz swoje. No i nagle, znienacka i bez ostrzeżenia przeżywasz wow. Tak było ze mną i lapbookiem. Fuj, mówiłam onegdaj, takie tam wyklejanki, strata czasu, żaden konkret. A lubię konkrety. I stara jestem, bądź co bądź. Nie będę bawić się w rysowanki. Ale meandry naszej polskiej rzeczywistości edukacyjnej każdego potrafią przywołać do porządku. A stało się to przy okazji ponownych (czy też na nowo odkrytych) odwiedzin znanego wszystkim covidka wędrowniczka, kiedy to runęły moje kunsztownie opracowane plany realizacji pewnego projektu ogólnopolskiego. O projekcie może innym razem, dość powiedzieć (napisać), że dotyczył pewnego, znanego nam wszystkim, wspaniałego zrywu wolnościowego, jakim było powstanie warszawskie i miał być realizowany w warunkach fizycznie namacalnych, czyli starej, dobrej szkoły stacjonarnej. Motywy, które mną kierowały przy wyborze tego przedsięwzięcia edukacyjno-wychowawczego, zostawmy, bo nie o tym ta historia.

No cóż, akces zgłoszony, machina ruszyła, trzeba i nawet chce się człowiek wywiązać z obietnicy, a tu pandemia i zdalne, covid jego mać. Miało być inaczej! Co tu robić, co tu robić? Tym bardziej, że na ostatnim naszym spotkaniu w realu gawiedź była zdziesiątkowana tak bardzo, że w sali ziało zgrozą i pustką.

No i w wyniku nieprzespanej nocy oraz przeglądania trylionów stron i blogów (o dzięki internecie oraz edukacyjne bóstwa i robotnice belferskie wszelkie) powstały zajęcia o powstaniu, a w ich wyniku lapbooki 😊. Sorki, rzekłam sobie, wyjścia nie ma.

I tu musi nastąpić wyjaśnienie – pierwotnie niniejszy wpis w części dalszej przedstawiał minisprawozdnie z faktycznie odbytych zajęć. Dokonałam jednak przekrętu 🙈 i przyznaję się bez bicia, ewentualnie poddam się karze, licząc na jej łagodny wymiar 😇. Edytowałam post, tak, popełniłam to, uzupełniając o narzędzia myślenia krytycznego, co jest wynikiem mojej ostatniej fascynacji 😊. Narzędzia MK aż się bowiem proszą o wykorzystanie ich przy okazji wypełniania tak niewdzięcznego zadania, jakim jest oswajanie egzotyki powstania.  I tak powstał po prostu scenariusz, z którego możecie skorzystać, jeśli wyda się tego godny 😊.

  1. Cel i NacCoBeZu

Oczywiście, podaję, gotowe możecie pobrać stąd: NaCoBeZu – literatura powstania warszawskiego

Jest to jednak tylko wersja dla ucznia, bo mi chodzi o wiele więcej, Nie będę jednak prowokowała nastolatów ogłoszeniami typu: Teraz kształtujemy umiejętność rozpoznawania swoich i innych emocje i potrzeby, rozwiązywania problemów oraz przewtarzania informacji. Bo zaraz się młódź zaprze kopytami, żeby nie dać się kształtować. Więc lepiej niech to zostanie moją słodką tajemnicą.

Zaraz potem rozgrzewka, czyli MOST 1 3 słowa, dwa pytania i jedno porównanie lub metafora do hasła „powstanie warszawskie” (5-8 minut). Zbieram to w obszarze współpracy OneNote, na tablicy Jamboard (na zdalnym) lub po prostu na moich ukochanych samoprzylepnych karteczkach (ech, tęsknięęęę).

I już wszyscy wiemy, co na temat powstania młodzież wie i z czym się ono kojarzy. Tadam!

  1. Najpierw zszokować, poruszyć, czyli obudzić z wirtualnego snu.

Jak dotrzeć z powstaniem warszawskim do nastków? Żeby nie z przymusu, lecz z własnej woli nie tylko coś zrobili , ale jeszcze się do tego przyłożyli?  Żeby porzucili (choć na moment) instagramowo-fejsbukowe wiwisekcje i uznali, że to zajewaste, zmyślne i w ogóle wypas? Żeby uznali, że może nie tylko Wieśka można lofciać? Hi, hi, wysilcie się i popytajcie, co to za Wiesiek 😉! Najwyżej zapytajcie, to podpowiem. Otóż, niech coś obejrzą i czegoś posłuchają. Lub lepiej w odwrotnej kolejności. Lub równocześnie.

A posłuchać i obejrzeć mogą to:

Lao Che – „Godzina W” 

I to:

„Bilon” – „Sierpniowe niebo”  

Chwilę pogaduchy o piosenkach (całkiem już rozmowni będą, myślę), a ja na stół wykładam to:

Ania Iwanek & Pati Sokół – „Miasto” 

Oooo, a tu już pojawia się element bardzo interesujący dla człowieka z burzą hormonalną, prawda? Aaaaaach, miłość…

 I o to chodzi!

  1. Co jest ważne, więc czas na wartości

Wartości to rzecz tajemnicza bardzo dla naszych młodych ludzi. Jak o tym rozmawiać, znajdziecie dziesiątki propozycji w grupach edukacyjnych. Ja nie proponuję rewelacji, tylko pogaduchy, do których wstępem będzie:

„Dziewczyna z granatem” 

I wypowiedzi o tym, jak żyć: https://www.youtube.com/watch?v=j93NQu0G2fM

  1. Dalej rozmawiamy o tym, jak to jest być dzieckiem i co w tym byciu człowieka denerwuje. A denerwuje mnóstwo! Że tobie każą wciąż, że nie słuchają, że za mało tego czy tamtego.

Tu przydatna będzie rutyna MK: Pomyśl…Znajdź parę…Podziel się…, która nie tylko wymaga uważnego słuchania, ale też pomoże w werbalizacji przemyśleń, pozwoli na porównanie ich do tego, co myśli towarzysz niedoli,, buduje relacje, bo przecież w końcu okazuje się, że wszyscy wędrujemy przez życie w podobnych butach😊

 I wtedy między młode oczy uderzam tym:

Dzieci powstania warszawskiego 

I jeszcze:

„Dziś idę walczyć, mamo” 

W tym momencie mam pewność, że powstanie poruszyło i czas na literaturę.

  1. Co z tą literaturą powstańczą?

Otóż nic! Po prostu przygotowałam utwory, z których możecie skorzystać również:

Baczyński wiersz 1. Baczyński wiersz 2. Baczyński wiersz 3.  Baczyński wiersz 4.

Ziele na kraterze – powstanie i list do Krysi Ognie, Popiół, epilog- fragmenty zgodne książką

Z tym, że Wańkowicza proponuję podzielić na kilka fragmentów.

Następnie (o zgrozo!) zapoznaję z lapbookami, bo, jak już wspomniałam zupełnie na początku, do tej pory broniłam się dzielnie przed tą formą, a więc moi podpieczni  byli jak dzieci we mgle, a dzieci to nawet nie w przenośni. Skorzystałam z propozycji Edukreatywnych, choć zapowiedziałam, że to tylko jedna z możliwości. Lapbook od  Edukreatwnych znajdziecie tu: LAPBOOK O LEKTURZE

  1. I głęboka woda – wybierz swój utwór, szukaj informacji i analizuj według „wytycznych” do lapbooka samodzielnie.

Właśnie, dalej już nic po mnie. Młode dusze przeglądają utwory, wybierają po jednym dla siebie i takie już poruszone, ze wspomnieniami powstańczymi wgłębiają się w teksty. Bo już przecież wiedzą, co to powstanie!

Efekty, czyli lapbooki były w wyniku tej, faktycznie przeze mnie zrealizowanej lekcji, różnorodne, wyraźnie samodzielnie wykonane, miejscami zaskakujące, ale wszystkie wspaniałe. Dzięki niektórym młode dusze ujawniły swoje talenty do wyciągania wniosków, a i zamiłowania  plastyczne . Część  nich załączam w postaci zdjęć, ale z wiadomych względów sa już pootwierane, bo za dużo by tego było. I podzielę się tu sekrecikiem, że wykonał je zespół, który (w większości) raczej nie wiąże swojej wspaniałej przyszłości z pogłębieniem swojej wiedzy o literaturze 😂. Delikatnie rzecz ujmując.

A ponieważ lapbook  to w wolnym tłumaczeniu „książka na kolanach”, wyjaśnił się niniejszym tytuł mojego wpisu. Dla niewtajemniczonych  lapbook jest czymś w rodzaju teczki tematycznej, w której możemy umieścić wiadomości na wybrany temat. To wszystko umieszczone jest w kieszonkach, książeczkach, kopertach i na różnego rodzaju karteczkach. Teraz jestem pewna, że lapbooki dają nam

–  utrwalenie i uporządkowanie materiału,

– samodzielność w działaniu,

– naukę cierpliwości, systematyczności,

– ćwiczenie koncentracji,

– rozwijanie przeróżnych umiejętności (czytania, pisania, logicznego myślenia, koncentracji, kreatywności, korzystania ze źródeł),

– pogłębienie wiedzy z tematu.

Na koniec wisienka na torcie, czyli  MOST 2, oczywiście ponownie hasło „powstanie warszawskie”. Wtedy właśnie dowiadujemy się, co nasze fajerwerki dały i co się takiego zadziało w młodych duszach. MK rządzi, jeśli chodzi o podsumowania i sprawdzanie zmian 😊

To pisałam ja, fanka nie tylko oceniania kształtującego i myślenia krytycznego, ale też od niedawna lapbooków 😊, czego i wam życzę, jeśli dotrwaliście do końca.

Belferka Zosia

1